Już chciałem się czymś fajnym pochwalić. Już miała być notka "z uśmiechem". Pozytywna, optymistyczna wiadomość dla ludzi, którzy mnie czytają, jedna z niewielu wesołych notek tutaj na moim blogu, z dobrymi wieśćmi. Miałem się pochwalić tym że znalazłem fajną pracę, daleko stąd w sumie i szmal drogi pokonuje najpierw jakieś dziesięć, jedenaście kilometrów rowerem do miasta, (sport to zdrowie, przeważnie o czwartej nad ranem) z miasta autobusem do innej miejscowośći a potem z przystanku piechotą dobre dwadzieścia minut do firmy, która zowie się OMEGA Pharm i produkuje pasty do zębów, płyny do płukania ust itp. Pracuję tam przy maszynie z trzema, dość młodymi kobietami które rozumią mój humor a i same są w tym niezłe, także jest tam śmiech po pachy. Są tam też inni, przyjaźni ludzie bo firma jest wielka ale każda grupka ma swoją maszynę a każda maszyna ma swoje pomieszczenie. Robota nie jest ciężka, albo to muszę układać buteleczki na taśmie które po drodze są automatycznie napełniane płynem, uszczelniane nakrętką, plombowane, etykietowane i potem lądują u dwóch panienek, które je biorą z taśmy i pakują do kartonów. Trzecia panienka to odpowiedzialna jest za to, że maszyna funkcjonuje bezbłędnie i naprawia usterki, które dość często się tam zjawiają. Sam wyglądam tam jak doktor lekarz stomachiatra rozłożony, biały fartuch, czepek, maska na usta jak to dentyści na przykład mają i gumowe rękawiczki z latexu. I nic, tylko operować ^^ I co z tego jak pada deszcz a ja na rowerku? Co z tego że w drodze dwie godziny jestem w tamtą stronę i na zad tyle samo? Co z tego że zrąbany po pracy rowerkiem spowrotem, niemal bez sił by kopać w te pedała? Co z tego że praca na tydzień tylko, góra dwa? Ważne że praca, zarobić sobie trzeba parę groszy bo w domu siedziałem dwa tygodnie i mało tu z nudów nie zdechłem, a te dwa tygodnie nikt mi nie zapłaci.
A tu nagle "Ooooo, kurwa Tomasz uśmiechnięty? A jakim prawem? Znów wstaje chłop powoli na nogi? Nie ma kurwa, ma leżeć jak zawsze w błocie leżał, niech gryzie trawe skurwysyn nieudacznik i się czołga więc JEB!" Pewna wiadomośc pieprzła mnie znów w błoto i tym razem konkretnie, z całej lampety...
Przyszedł wycinek z wypłaty z tamtego miesiąca. Kasy nie starczy na czynsz za mieszkanie. A jeszcze prąd muszę do dziewiętnastego zapłacić bo elektrownia mi grozi odcięciem, co znaczyć będzie zimna woda, brak możliwości ugotowania sobie, zimne kaloryfery, brak TV, kompa, wogóle światła i możliwości naładowania komórki. No dobra, gdzieś tam się na przykład w piwnicy gniazdko znajdzie, w komórce mam neta ale przesz komórke też trzeba zapłacić a jak nie zapłacę, to wyłącżą mi sieć. Telefon stacjonarny mam, taki zwykły, nie potrzebuje prądu ale on też musi być opłacony. O jedzeniu już pisać nie będę bo po prostu jedzenia wtedy nie będzie.
Gdybym nie zapłacił za mieszkanie, przetrwał bym. Pewnie myśl owa wam do głowy wpadnie "to pogadaj z właścicielką, powiedz jak sprawa wygląda, może zrozumie" czy coś w tym stylu. Cóż, ona sama w kasie nie pływa, ma dwojga dzieci za które ojciec alimentów nie płaci, ostatnio do mnie dzwoniła rozpłakana i powiedziała że nie wie co dzieciom do garnka ma włożyć, tłumacząc mi jeszcze sytuacje z jej bankiem, opowiedziała mi że bank jej kase zabiera bo coś tam dłużna jest więc chce przyjechać do mnie w ten weekend i odebrać kase osobiście, by bank jej nie zgarnął jak jej to prześlę na konto. No i do tego jeszcze mam długi u niej za luty tamtego roku i dopłatę coroczną do mieszkania, no dość sporą sumkę, bo trochę więcej niż pół tysiąca.
Więc strzał w ryj, konkretna gleba w błoto i znów trzeba się czołgać. Gdy zobaczyłem wycinek z wypłaty, na prawdę mało się nie rozpłakałem. Siedziałem jakieś pół godziny bez ruchu i gapiłem w te cyferki. Nabrała mnie ochota wyżucić to z siebie by się jakoś uspokoić, ale nie chcę nikomu już marudzić bo coraz to więcej osobom działa to na nerwy. Napisałem do żydówki, a ona "och scheisse ach scheisse" i cała rozmowa. Włączyłem więc bloga i piszę...
W międzyczasie obmyśliłem trzy opcje co dalej:
- Opcja numer jeden: pojechać jutro do opieki społecznej, powiedzieć co grane i wybłagać od nich by opłacili mi mieszkanie za ten miesiąc, nie robią tego raczej ale spróbować można.
- Opcja numer dwa (w razie niepowodzenia opcji numer jeden): pójśc do diakonii i tam wybłagać od nich pomoc, może coś to da
- Opcja numer trzy: Oddać właścicielce całą wypłatę, stracić pracę (brak kasy na autobus do roboty), wyjebać się na wszystko i zdechnąć tutaj z głodu
Pisząc tą notkę, natrafiła się opcja numer cztery: przed chwilą zadzwoniła do mnie taka pani i powiedziała że maszyna się spieprzyła (owe usterki, które powyżej wspomniałem) i to na maksa więc jutro siedzę w domu, ale w piątek znów do pracy. Wczoraj z nią rozmawiałem w cztery oczy bo była tam w OMEDZE, ona jest z tej agencji w której jestem i zna się na prawie. Opowiedziałem co grane. Wytłumaczyła mi że to nie do pojęcia że nie wypłacili mi pieniędzy za to, że w domu siedziałem bo nie mam jak się do pracy dostać. Dziś przez telefon powiedziałem jej, że na wycinku z wypłaty pisze, że ponoć sam zawiniłem, bo w robocie nie byłem i nic nie zarobiłem a to wielkie gówno prawda. Po pierwsze dawali mi pracę w miejscach, do których nie dojadę i to nie z mojej winy, a po prostu przez to że nie mam prawka albo że stałem o północy na przystanku czekając na faceta z którym jeździłem (sama agencja mi go załatwiła) a ten se po prostu nie przyjechał i wyłączył telefon, a gdy powiedziałem to tym z agencji zadzwonili do niego a on im walnął po prostu taki tekst, że już nie ma ochoty po mnie jeździć bo ma za daleko. A w ten dzień na wycinku zero euro bo "z własnej winy nie byłem w robocie". Nosz kurwa...Oni doskonale wiedzą że nie mam prawka, wiedzieli od zawsze, dlatego nie mogą mi dawać roboty do której się nie dostanę, tak nie wolno i powinni mi pracę w okolicy znaleźć, a jak nie to normalną godzinną stawkę wypłacić albo po prostu zwolnić (co też zrobili, do trzydziestego ale do tego trzydziestego powinni mi płacić, nawet jak siedzę w domu). Wytłumaczyłem tej miłej pani że jestem na dnie i nie wiem co dalej. Doradziła mi bym poszedł jeszcze raz do agencji i powiedzieć tak, jak ona mi to wytłumaczyła, że tak nie można, że powinni mi płacić, że to nie moja wina itd. no i że jak oni mi dalej takie kity wciskać będą to podała mi numer do ich przełożonych i że tam mam się z tym problemem zgłosić i wytłumaczyć na czym stoję.
A to że ta pani bardzo miła jest, to jednak wyczarowała uśmiech na mojej twarzy. Chciała mnie na tydzień. Gdy mnie osobiście poznała i usłyszała mój problem, zapewniła do osiemdziesięciu pięciu procent dwa tygodnie. Teraz już wie więcej. Nie będzie tylko tydzień roboty tam, ani może dwa. Ze współczucia zapisała mnie do dwudziestego szóstego, także miesiąc maj mam zaklepany :)

Cóż może ta kobieta to jakiś dobry duszek? Może rzeczywiście możesz dochodzić swoich praw? Musisz nauczyć się walczyć o to, co Ci należne. Spróbuj z tą opieką społeczną, jak nie dadzą Ci kasy to chociaż wskażą Ci drogę ;)
OdpowiedzUsuńEh nie wiem jak mam Ci pomóc i co powiedzieć...Może jednak spróbuj z tą Opieką Społeczną bo przecież ktoś musi Ci pomóc.Na pewno nie jesteś jedyny z takim problemem.Ale ja i tak wiem że dasz radę bo silny facet z Ciebie :) Bo kto da radę jak nie Ty :D Najważniejsze że praca jest a sprawy finansowe się same ułożą :* ...S...
OdpowiedzUsuń