środa, 31 października 2012
Spowrotem na starych śmieciach
W ubiegły piątek posłano mnie spowrotem do hali numer dwa, w której (tak pod koniec lipca) zacząłem swój ponowny byt pracownika, wtedy jeszcze na nockach. Od zesłania mnie do jedynki, gdzie pracowałem na rankach i popołudniówkach (robota strasznie nudna, kazano mi stać przy maszynie i czekać kilka minut, aż ta raczy wypluć jakąś gotową część do auta, to coś do tapicerki, to wanienka do prysznica z kampingowca, to mata do kufra od BMW itd, kłaść tą część na paletę i tak przez niemal osiem godzin) minął jakiś miesiąc,. może póltora. Dwie te hale różnią się od siebie niemal wszystkim, nie wyliczę czym bo za dużo by pisać ale jak by pracownicy tamci nie nosili takich samych, firmowych ciuchów roboczych oraz nazwy firmy nad bramą, pomyślał bym że nie należą do siebie. Nawet szefostwo i kierownictwo tamtejsze jest niemal obce sobie. Ale nie ważne, nie o tym notka. Pogłoski szły w jedynce, że chcą "przemeblować", czyli poprzestawiać maszyny, zburzyć jedną ścianę by mieć więcej miejsca, pozmieniać wszystko i tym też pozbyć się pracowników z agencji, bo produkcja stać będzie a taki pracownik im tylko by pod nogami się plątał. Pogłoski te stały się jednak prawdziwymi planami, ponieważ już w tamtym tygodniu zaczęli niszczyć ścianę. W wyżej już wymienionym piątku pojawił się jeden taki mały kurdupelek z agencji, powiedział że zesłano go z dwójki, on sam nie wie po co i na co, kierownik zdziwiony nie wiedział nic, a pierwsza moja myśl to "na pewno nie mają zamówień, to pozbyli się go jak i mnie wtedy". No nic, kierownik zabrał mi jedną maszynę i postawił przy niej owego kurdupelka. O ósmej rano jednak podchodzi on do mnie i mówi bym się ubrał, bo muszę do hali numero due. Ja takie gały O.o i pytam "na co?, po chu...śtawkę pozbyli się kurdupla i mnie teraz wołają?" Ten mówi że nie wie, ale pewnie dlatego, że kurdupelek sobie nie radzi a ja i tak już miałem od poniedziałku spowrotem na stare śmieci iść. No dobra, spakowałem się, znajomy jeden, prawa ręka kierownika zawiózł mnie do drugiej hali. Hah jak się wszyscy ucieszyli widząc mnie spowrotem :D Aż mi się miło zrobiło :) Okazało się że kurdupel nie dawał sobie jednak rady a że nie chcieli nikogo innego (pokazywać wszystko, uczyć go, poznawać no i na pewno z tęsknoty do mnie :p ) to wzięli mnie. Znam się na maszynach, wiem co produkuję, obcykany we wszystkim pracuję sobie teraz tam spokojnie a ten, z którym pracuję też ma swój spokój (jest nas tylko dwóch tam) bo nie musi nic pokazywać ani kontrolować a to jest taki gostek, który taki spokój lubi najbardziej :)
niedziela, 28 października 2012
Autko
Pewnego słonecznego dnia (albo deszczowego, no wiem jednak że śniegu wtedy nie było... a może pochmurno było? Aj tam nie mam pojęcia) gdy wybrałem się do aldika na jakieś małe zakupy, zauważyłem w koszu z drobiazgami opakowanie, a w opakowaniu takie małe, żółte auto za kilka euro, chyba osiem, o ile dobrze pamiętam. Było ono w skali 1:18, to był Lamborghini Gallardo Spider (Fotka niebawem w linku do notki z kolekcją). Już kiedyś miałem zamiar kolekcjonować takie modeliki ale jakoś nigdy nie rozpocząłem, więc pomyślałem, że to najwyższa pora więc je kupiłem. No i tak zaczęła się moja przygoda z kolekcjonowaniem modeli samochodów. Więc raz w miesiącu wchodziłem sobie na eBay z zamiarem upolowania jakiegoś taniutkiego modeliku, zazwyczaj z sukcesem. Jeden Lamborghini był za sześć chyba euro. Drugi zaś, udało kupić mi się za jeden euro ponieważ takiego akurat rodzaju Lambo jest tam w brud jak nie więcej, setki ludzi sprzedają takiego w wszelakich kolorach. Potem był kolejny, potem jeszcze jeden... i tylko Lamborghini, byle dozbierać wszystkie, które wyszły na rynek jako model w skali 1:18. Diablo, Countach, Gallardo, Reventon czy też Aventador którego jeszcze nie mam, Miura, Murcielago... cóż, niektóre firmy, które wyprodukowały model, którego zaś inna, tańsza firma nie wyprodukowała, są niestety bardzo drogie. Jedną z tych firm jest na przykład Kyosho, albo AutoArt. Modele których nigdzie indziej się taniej nie dostanie kosztują tam około stu euro, jednak ja jako kolekcjoner muszę je kiedyś mieć by uzbierać cały komplet Lambo i rozpocząć z Ferrari, których modeli mam już trzy.
Fotka powyżej reprezentuje Lamborghini 350 GT (Pierwszy Lamborghini, powstał on po kłótni z Ferrarim który nabijał się z Lamborghini bo ten produkował tylko traktory, Ferrari mówił że ten nigdy nie był by w stanie stworzyć sportowego samochodu, hehe ale Lamborghini pokazał mu na co go stać ^^). Firma Ricko, która go pięć lat temu produkowała nie istnieje już, żadna inna firma nie wyprodukowała takiego w skali 1:18, jest to zatem ekstremalnie rzadki model, co daje mu ogromną wartość u kolekcjonerów, tutaj przykład KLIK (Od kilku miesięcy pierwsza możliwość kupna tego modelu na necie i jak widać pochodzi ona z daleka, czyli USA). Rok temu, przeglądając eBay natrafiłem na aukcję z tym modelem. Miałem ogromnego fuksa wygrać ją, zapłaciłem wtedy niecałe 30 (!!!) Euro. Ucieszyłem się, gdy przyszła poczta. Niestety nie był on oryginalnie zapakowany, ale co mi tam, w opakowaniach nie stawiam modeli swoich na półkach. Kredensu ze szklanymi drzwiami niestety nie mam, więc od czasu do czasu trzeba te autka odkurzyć... raz dobrałem się do swojego ukochanego 350 GT, wycierałem go z kurzu, czyściłem i... bum, odłamało się coś. Przykleiłem i sru, połamało się co innego. Czyściłem i szorowałem, napisy z szybek i maski mi poznikały. Raz przyglądałem mu się i kręciłem kółkami, bam, połamał się układ kierowniczy... to auto jest strasznie delikatne!
Dziś postanowiłem to auto odrestaurować. Rozkręciłem na części, by zobaczyć co trzeba zrobić. Jak wiadomo nie obyło się bez połamania czegoś, rozchlapania kleju po karoserii, rozchrzanienia części którą akuratnie skleiłem, nerwów i wściekania się... (wkońcu taka ciapa ze mnie, normalnie że jeszcze szlag mnie nie trafił to dziwo) ale w ostateczności pokleiłem wszystko.
Teraz tylko poczekać na pieniążki. Farbki trzeba sobie kupić i zamalować resztki po kleju, nałożyć nowy chrom który zszedł po odkurzaniu go, podmalować niektóre części, których farbe zeżarł klej. Przy prawym zderzaku z przodu brakuje jednego światełka mgielnego, też coś z tym trzeba zrobić więc jeszcze kupa roboty przede mną. Ale jak autko już będzie gotowe, powędruje ono pod kopułę z plastikowego szkła, zostanie szczelnie zamknięte i postawione gdzieś w jakimś bespiecznym miejscu. A fotka mojej pracy znajdzie się wtedy w mojej notce kolekcjonerskiej.
czwartek, 25 października 2012
Zmiana tytułu bloga
Ja nie żyję. Co wstanę, zawsze sie kurwa ktoś lub coś znajdzie i powali mnie spowrotem w glebę. Ja nie idę przed siebie, ja się czołgam na czworaka. I chcę wstać, robie przecież wszystko by powstać na nogi... ale los mi nie pozwala. To nie życie, to walka by dotrwać jutra. I tak już od lat... skąd ja biorę tyle sił, że jeszcze istnieję? Nie wiem. Może przez nadzieję, że kiedyś powstane i nikt już mnie więcej nie kopnie... ja trwam, istnieję. Ja jestem i walczę. Czasem mam już tej walki dość, ale nie poddaję się. Czasem chciał bym by było lepiej, by już się ta męczarnia skończyła... ale często jestem tego zdania, że moje "życie" to jedna, wielka niekończąca się opowieść...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)