Miałem już tego bloga tutaj nie prowadzić. Bo w przedostatniej notce napisałem, że zgłoszę się jak stanie się coś fajnego, pozytywnego, coś co mnie ucieszy. Jednak nic z tych rzeczy się nie spełniło, cały czas tylko bagno. Co wstanę na nogi, to los zapierdoli mi strzała w ryj i każe mi leżeć i się nie podnosić. A gdy stawiłem mu czoła, to skopał mnie bardziej i znów jebnął w błoto, każąc mi leżeć i się czołgać, tak jak by nie wolno mi było iść wyprostowanym.
Minęły chyba jakieś dwa miesiące od tamtej notki (nie chce mi się sprawdzać ale tak właśnie spekuluję) i nic. Tzn nic... coraz gorzej i żadnych postępów. Praca się na mnie wyjebała i znów jestem bezrobotny. Mimo moich starań nie układa się po prostu, mimo mojej walki nie przeżyłem od tamtego czasu nic pozytywnego. Heh, no spoko mam nowego smartphona ale to jedyna rzecz, która wyczarowała uśmiech na mej twarzy. A tóż po niej tydzień w domu bo roboty dla mnie nie było. Tydzień znów w mojej firmie, co wysyłali mnie jak śmiecia z jednej hali do drugiej bo mnie po prostu nikt tam nie potrzebował. Potem wysłali mnie do DHL ściągać paczki ze ślizgawek i rzucać na wózki tak, jak by te paczki były jakimiś śmiećmi.Układałem ostrożnie bo przecież nie wiadomo co w nich jest, porcelana? Szkło? Komórki jakieś, ba, telewizory LED tam były i chuj go wie co jeszcze no i weźmie Ci taki kierownik szkop zasrany podejdzie i powie że "za wolno pracujesz, nie układaj, rzucaj to do wózka bo mało czasu" więc spoko, brałem po kilka i wpierdalałem te paczki na te wózki jak worki z kartoflami na pryczkę. Aż mi się odechciało coś komuś wysłać, wiedząc jak oni się tam tymi paczkami obchodzili. A dojeżdżałem z takim gostkiem co i tak już okrężną drogę dla mnie robił, aż się na mnie wyjebał i powiedział że mu się nie chce tak daleko jeździć. No i co? Siedzę w domu.
Trzy dni tam pracowałem, dopuki facetu się nie odechciało po mnie przyjeżdżać. Skutkiem tego było moje zwolnienie, bo nie mam teraz dojazdu tam i nigdzie indziej pracy nie dostanę bo nie mam jak tam się dostać a w mojej firmie, w której do teraz pracowałem nadal pierdoli kiłą.
Stałem się bardzo agresywnym. Warcze niemal na wszystkich i niemal z nikim nie chcę mieć nic wspólnego. Szczytem był mój telefonat do ojca, tylko się facet dowiedział że nie mam pracy... już kurwa go mać jestem nieudacznikiem, gnojem, fajtyłapą i leniwcem. I dojść do słowa Ci nie da. Nie pojmie tego, że to nie moja wina jest że roboty nie ma, że ja sobie sam tego nie spierdoliłem. On ma wryte w ten czerep że jestem owym śmierdzącym leniem i nieudacznikiem i tego się trzyma. Najpiękniejszym jego zdaniem było to, że ich na święta nie będzie bo jadą do jakiegoś Lübeck bo tam babcia świerzego powietrza potrzebuje czy jakiś tam chuj. A doskonale wiedziałem że on mnie tam u siebie nie chce mieć bo na chuj mu taki nieudacznik jak ja? Tak byo w tamtym roku. "Tomek nie masz pracy? A to my do polski nie jedziemy, my jedziemy do Lübeck bo babcia potrzebuje powietrza morskiego" a co się potem okazało? Byli w polsce i bawili się na całego. A tylko dowiedzieli się że mam prace to już zapraszali do siebie na święta, na następne wakacje do polski, Tomeczku ja Twój tato bardzo Cię kocham i chuje muje. Teraz nie mam pracy, to teraz jestem skurwysynem.
Po moim wybuchu wczoraj, gdy mu to wszystko wypomniałem i zjebałem mówiąc że się go jako syn wyżekam, uspokoił i wystraszył się nieco, po czym zaprosił na wielkanoc. Dziś oddzwoniłem i odmówiłem. Powodem jest obawa że coś mu zrobię, że go pobije albo po prostu zabije bo to stary człowiek już. Nieuważny strzał w ryj mógł by go do śmierci doprowadzić a tego nie chcę.
Powróćmy do bloga. Krótko i na temat: nikt już mojego marudzenia słuchać nie chce ale do kurwy nędzy nie mam nic fajnego do napisania, nic pozytywnego, chociaż bym chciał... a wygadać się muszę bo przecież nie będę cały czas tego wszystkiego w siebie wżerał bo wiem jak to może się skończyć. Może blog pomoże kto chce przeczytać, ten sobie przeczyta. We wtorek dzwonię do psychiatry u mnie tutaj w mieście, już go w necie wyczaiłem. Mam nadzieję że on mi pomoże...