wtorek, 29 grudnia 2020

Karma is a Bitch

 

Po wyprowadzce od Maciorasa i jego przydupka Cioty w 2015 roku przestałem tam chodzić. No ale miałem o nich informacje i o tym, co on jeszcze przez długi czas odpierdalał. Takie rzeczy jak przepiepszanie setek euro w kasynie i to nie jego pieniędzy, ino Cioty. Tego widziałem często biegającego do sklepu, albo do swojej pracy po zaliczkę. Jak taki łach, niezadbany, śmierdzący, no jak taki pener. I cały czas w roboczych butach, bo nie miał innych. On to nawet bał się wieprza spytać o jakieś trampki, nie musiały być drogie, tutaj takie chińskie już kupi się za pięć euro, w LIDLu czy gdzie tam. Bał się, ale co, dziwić mu się? Macioras mało go nie zabił, jak ten o 50 Centów zapytał, bo kawa z automatu w pracy tyle kosztuje. Ciota mało w łeb termosem nie dostał.

Cóż, długi czas po mojej ucieczce z chlewu Ciota wziął się za odwagę i wyprowadził od smroda, bo poznał w końcu kobietę. Ona motywowała go chyba przez półtorej roku, by stamtąd uciekał, ale on i tak bojąc się reakcji tego bydlaka poprosił o pomoc brata, oraz brata kolegów. Wparowali mu tam w sześciu i niemal w ciągu kwadransu został bydlę sam. Wyobrażam sobie jego szczękę opadniętą pod jego zasyfiałe biurko :D Spanikowany zaczął do mnie wydzwaniać ale mi to wisiało. Ja tylko się śmiałem i cieszyłem z resztą myśląc sobie że nareszcie, Ciota bardzo dobrze zrobił. W końcu. Bo zanim ten się wyprowadził, to Gówno poprzedłużało jeszcze wszystkie swoje umowy takie jak na komórki, samochód, Internet, jakieś ubespieczenia itd. no nie wnikam, ale troche tych umów miał.

 Koniec więc życia w dostatku, nie robiąc nic, oprócz wpierdalania gilów. Nie wiem jak sobie radził, bo mnie to kompletnie nie interesowało. Interesował mnie tylko fakt, że gnój dostał za swoje, nikt mu nie posprząta, nie zrobi kawy, nikt mu kasy na zachcianki nie da, nikt mu dupska nie podetrze jak się posra przy jakimś RAIDzie w grze, gdzie nie mógł odejść od kompa. Nikt mu żarcia do domu nie przyniesie, nie nakarmi kotów, nie wymieni piachu w kuwecie. Raz jednak byłem zerknąć pod jego balkon, bo cicho się o niego zrobiło. To co zobaczyłem, to nie opiszę, bo  to chyba wiadomo. Śmieci po samą połowę drzwi.

Ach zapomniał bym: dnia pewnego dzwoni do mnie jego matka, czy nie mógł bym pomóc, bo synek w szpitalu, mało nie umarł. (raczej zdechł). Miał dziury w nogach, które mu się nie goiły, ropiały itd, nie chcę tu wchodzić w detale. Nie goiły w sumie z wiadomego powodu a on za uja nie chce do szpitala więc dostał zakażenia krwi. Poprosiła mnie bym pomógł jej i Ciocie powyrzucać syfy z jego mieszkania, przeważnie jego łóżko. Ja dobry człowiek, więc się zgodziłem, ta kobieta z resztą spoko i też mi kiedyś dużo pomogła, no i chciała z resztą zapłacić. Zauważyłem, że kotów nie ma no ale ponoć uciekły mu przez balkon więc co się kotom dziwić? Wynieśliśmy ten bajzel do piwnicy ale bez maski gazowej było na prawdę ciężko. Jakieś parę dni pózniej, jak wieprzysko już do domu wróciło, ktoś to po prostu podpalił, przez co mało się blok nie zjarał, nawet w telewizji regionalnej o tym tu mówili. Nie dziwię się jego sąsiadom....

Apropos jego matki, ona niedługo po wyprowadzce Cioty zachorowała na raka i kilka miesięcy pózniej zmarła. Jedyna osoba, którą jeszcze tu miał i nie przegonił swoim zachowaniem i smrodem, mimo tego że ja na jej miejscu już dawno posłał bym go na jakąś terapię. Za fraki te zasyfione zatargał, ona widziała to wszystko, doskonale o tym wiedziała jaki on jest i co z nim, no ale co zrobisz, matka to matka, miłość zaślepia. Ona pewnie nie chciała tego widzieć. Niech spoczywa w spokoju.

Suma sumarum, świńskiej reinkarnacji pozostało tylko uciekać w swoje rodzinne strony. Spakował zatem swoje obśmierdziałe kilka rzeczy, zamknął za sobą drzwi i wyjechał. Wcześniej poinformował mnie o tym przez WhattsApp. No ale tylko mnie i nikogo innego. Zatrzasnął za sobą zatem drzwi i uciekł, klucz wrzucił do skrzynki. Pomyślałem sobie po jakimś czasie "a weż tam idż i zobacz, może sięgniesz klucza? Zobacz co właściciel mieszkania tam znajdzie, gdy się dowie że wieprzydło uciekło? Może znajdziesz z resztą jakieś gry do kompa lub konsoli..." 

Dałem radę. Skrzynka taka że można sięgnąć dna. Otworzyłem drzwi, rozejżałem się. Syf nie do opisania. No i nic nie znalazłem bo nawet jak bym znalazł, to bym tego chyba nie dotknął. Coś mi jednak wpadło w oczy: szkielet kota obok jego łóżka. To była Lena.

Nelsona znalezli w zamrażarce. Po obdukcji stwierdzono, że obydwa umarły z głodu.









niedziela, 13 grudnia 2020

Reaktywacja

Jestem. Żyję. I miewam się całkiem dobrze. 

 

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad reaktywacją bloga, ale jakoś nie mogłem się za to zabrać. No ale ktoś mi parę dni temu anonimowo napisał, bym w końcu dał tutaj znać o sobie, bo ostatnia notka dobre 5 lat temu pisana. No i ona (przypuszczam, że to kobieta) w sumie "popchnęła" mnie w tą stronę i zmotywowała do tego. 

 

Gnida nie chce powiedzieć mi kim jest :p Wie bardzo dużo o mnie i mniej więcej co się u mnie działo, ale nie może mi powiedzieć kto to. Jedyne co wiem to tylko to, że nie nazywa się tak, jak na Facebooku się nazwała. Konto fejkowe, imię tak samo no i tam właśnie napisała. Na pewno mieliśmy kiedyś  jakiś głębszy kontakt, pewnie była mi bliska. Przez ostatnie dwie noce (w pracy) główkowałem nad tym kim ona może być? Bynajmniej nudno nie było, bo praca zanudzała. W każdym ądź razie to nie będzie nikt z "teraz", bo już z nikim w PL nie mam kontaktu i z nikim nie pisuję, więc to musi być ktoś z dawien dawna.


Mam się dobrze. U maciora już od dawna nie mieszkam. W ostatniej notce napisałem o mieszkaniu, które oglądałem, dostałem je od razu bo ja to mieszkanie dosłownie na kolanach u maklera wybłagałem. W ciągu paru dni wyprowadziłem się i tym samym rozpocząłem nowe, normalne życie w ładzie, spokoju i świeżutkim powietrzu. Po jakimś czasie wyprowadził się Ciota, bo babkę sobie znalazł a po ciocie wyprowadził się nawet kot :D Śmierdziela dopadła ogromna karma, no i on sam już tu nie mieszka, karma go tak zajebała i mnie to bardzo uradowało. No ale tą całą historię o nim napiszę kiedy indziej.

 

Jak tak czytam te swoje dawne wpisy to aż za głowę się łapię. Jak ja tak mogłem żyć u tego maciora? Jak ja to w ogóle wytrzymałem? Co mnie poniosło, by wprowadzić się do tamtego chlewu? Czy powtórzył bym to wszystko?

Szczerze?

Prędzej bym zdechł. To było przeżycie które nie życzę nawet największemu wrogowi. On był wtedy jedyną opcją, jednak gdybym wiedział że będzie tak jak było (o wiele gorzej niż wcześniej, gdy go odwiedzałem) to poszukał bym jakiejś innej opcji. Teraz jest bardzo fajnie, zapłaciłem za to co mam ogromną cenę. Ale cieszy mnie to że Śmierdziel padł na ryj, i to konkretnie. To mnie bardzo cieszy i daje tą traumę u niego zapomnieć.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Macior to nie człowiek

Przyjaciółka podesłała mi niedawno stertę obrazków typu "Tomek to nie imię". No i patrząc na Maciora, coraz mniej cech człowieka w nim widzę. W ostatnim poście wyliczyłem jakie świńskie cechy posiada, jednak to nie wszystko, bo ten Mutant ma do tego bardzo zjebany mózg, czym się od świni lekko różni, bo świnia jest o wiele mądrzejsza, zdrowsza psychicznie, fiyzcznie i jest rozsądniejsza.

Wracając zatem do obrazków przyjaciółki, wymyśliłem obrazek o nim z tłustą, brudną i rozleniwioną świnią i z napiskiem

"Macior to nie człowiek, Macior to stan psychiczny"

bo w końcu to jego psychika robi z niego takiego animala, jakim on jest. Ten jego zatłuszczony, spieprzony kompletnie mózg, którego już żaden specjalista nie naprawi, bo przecież nikt go wąchać u siebie w gabinecie psychiatrycznym nie będzie, nawet tu w niemczech mają za mały zarobek by podjąć się takiemu wyzwaniu, więc żyje sobie spasione sadło i śmierdzące jak obsikane gówno, a z nim ten biedny Ciotak który dostał dziś od niego niezmierny opierdol za to, że wysłany po zakupy przyniósł nie taki tytoń, jaki Wieprzak chciał i o mało wpierdol nie dostał bo Ciota lekko do niego podskoczył, broniąc się rozpaczliwie.

I ten Wieprz nazywa się przyjacielem? Niech on tego świętego słowa nawet do ryja nie bierze! Niby przyjaciel, bo wziął mnie do siebie? Bym miał tutaj pracę i godne życie? Fakt, wyciągnął mnie z tej wioski zabitej deskami, ale o resztę SAM musiałem się starać! GODNE ŻYCIE? Jakie? Bo pracę mam? No mam, SAMEMU sobie załatwiłem, pracuję i nie siedzę na tej wiosce ale siedzę w tym chlewie i to wszystko to za jaką kurwa cenę??? To nie była pomocna dłoń, ino czyn dla jego własnego zysku. Dostaje ode mnie dużo pieniędzy miesięcznie, moim zdaniem za dużo i myślę że taki właśnie był jego plan, od samego początku. Ściągnął mnie tu wykorzystując moją bezsilność oraz bezradność dla zysku, bym tutaj siedział a on zdzierał ze mnie kasę.

Ale jeszcze trochę cierpliwości, już bliżej niż dalej końca cierpień. Dziś, w pierwszy dzień urlopu, od rana załatwiałem sprawy typu mieszkanie i przeprowadzka. Macior obiecując mi niegdyś pomoc we wszystkim, stwierdził po prostu że to moja przeprowadzka a nie jego i sam mam się o wszystko postarać czyli auto, ludzie, kierowca. On prawko ma ale jego zdaniem nie pasuje za kierownicę, którą można przecież sobie ustawić i fotel trochę przesunąć. On myśli że pojebany jestem i o tym nie wiem. To potwierdza zatem moją teorię że siedzę tu tylko po to, żeby ten miał więcej kasy. Zostawiony przez "przyjaciela" na pastwę losu poprosiłem jego matkę (nie znam tu niemal nikogo), by ona popytała u swoich znajomych. Sama go jeszcze przez telefon spytała czemu on nie pojedzie (auto można zamówić w wypożyczalni, trochę drogo ale wystarczy mi pieniędzy na to) no ale on powtórzył jej te słowa że to moja przeprowadzka dlatego on palcem nie kiwnie. A mamusia na to nic... ale popyta. Ma "to" też tzw. przyjaciółkę w której jest zabujany (wspominałem, ta co jest przyjaciółką gdy trzeba coś przywieżć lub zawieżć) z którą czasem tam popiszę lub pokomentuję wklejki na fejsie, ona ma zaś faceta, a ten znajomego co robi przeprowadzki. Do niej też zadzwoniłem i poprosiłem o numer gościa, będę jutro dzwonić. Zadzwonię też do tej firmy, która przeprowadzała mnie na tamtą wieś, ale wątpię by swoim gruchotkiem tak daleko pojechali bo to po setce kilometrów w dwie strony a oni przeprowadzki robią tylko w swoich okolicach. Tutaj wypytałem diakonię, ale drożej by mnie wyszło niż wzięcie auta z wypożyczalni no i potrwało by trochę i nie wypaliło w tym tygodniu. Matka spaślaka też popyta i jutro mi powie. Jest jeszcze opcja, że ten facet co tamto mieszkanie kupił jakoś pomoże bo zaproponował pomoc ostatnio, tylko nie wiem jaką, da samochód? Pieniądze na samochód? Coś tam gadał że ta przeprowadzka to nie problem i pomoże ale jak, to już nie zrozumiałem. Dowiem się, jak już na prawdę nie znajdę kierowcy. On to ostatnia deska ratunku...

Przez przypadek dowiedziałem się, że remontują tutaj jedno mieszkanie, obok Smroda, kilka drzwi dalej. Spytałem jednego pracownika o nie, czy to do wynajęcia, czy ktoś już tam mieszka, kiedy będzie gotowe. Powiedział że wolne i prosząc go o numer telefonu właściciela zadzwoniłem do niego dziś w południe. Od tego zaś dowiedziałem się, iż remontowane są tutaj w budynku dwa mieszkania, jedno z nich można było wyrażnie słyszeć i to w sobotę z samego rana, jak ktoś wiertarą w ścianę napierdala (to, że mnie ten hałas o mało z równowagi nie wyprowadził, to już w sumie obojętne) Opowiedział mi też o jednym wolnym, gotowym już mieszkaniu tu na osiedlu i zrobił ze mną termin, by je obejrzeć. Poszedłem więc tam w wyznaczonym czasie. Pokój dość duży, taki sam jak ten, w którym jestem teraz ale ładniejszy, jaśniejszy, z kuchnią wintegrowaną w ten pokój ale oddzieloną ścianką. Mieszkanie jest na drugim chyba piętrze (windą jechałem i nie patrzyłem który guzik gość nacisnął) i ma duży balkon oraz wannę i prysznic w łazience. W pokoju stoi już ścianka meblowa, nowoczesna, bardzo fajna, zawsze taką chciałem... no a cena mieści się jeszcze w moje możliwości finansowe. Niestety lub stety - to jest makler, a nie sam właściciel apartamentu ale dzięki Bogu to właśnie od dzisiaj nie trzeba za niego płacić, bo od dziś jest prawo, że ten kto maklera zamawia, ten też zapłacić musi. No i oprócz mnie, on ma jeszcze dwóch chętnych na to mieszkanie, którzy nie przyszli, albo przyszli ale już mnie nie było. Po obejrzeniu mieszkania dał mi swoją wizytówkę bym napisał mu w mailu swoje dane, czyli imię, nazwisko, dane o pracy, by mógł sobie sprawdzić czy wszystko się zgadza. Opowiedziałem mu o swojej sytuacji w której się znajduję no i w mailu powtórzyłem wszystko z prośbą, by to właśnie wziął pod uwagę, gdy będzie z wszystkich zainteresowanych wybierać. W każdym razie w środę dowiem się, czy to mieszkanie dostanę, z moim pechem wątpię ale kto wie...

Może to głupie, ale pomodlę się o to, tak bardzo szczerze, nie wiem do kogo lub do czego, ale po prostu pomodle, może coś lub ktoś wysłucha?