Z wielkim zdumieniem, a zarazem ogromnym znakiem zapytania nad moją głową zauważyłem wpływ... nawet niemałych pieniędzy na moje konto. Normalny dzień wypłaty miał być przecież dziś, więc sprawdziłem kto mi sprawił taki podarunek. Okazało się że to elektrownia podliczyła sobie moje wpłaty miesięczne w roku 2013 za prąd i doliczyli się plusa, więc oddali mi nadmiar moich wpłat. W sumie nic dziwnego, wielu ludzi zapłaci za dużo to wtedy im oddają. No ale w tym mieszkaniu? Tutaj wszystko chodzi na prąd - ogrzewanie i ciepła woda w kuchni jak i w łazience. To też raczej nic dziwnego bo oszczędzałem. Jako tako - ale oszczędzałem.
Zdumienie moje wywołane zostało faktem, że miałem dwa miesiące zaległości, a w roku 2012 byłem w innej elektrowni, lekko droższej niż teraźniejsza. Niewiele, kilka centów za kW płaciłem więcej a dodam że gdy byłem wtedy pół roku u śmierdziela w celu znalezienia pracy (czas zimowy, grzejniki oraz bojler, które pożerają najwięcej prądu przez ten cały czas nie chodziły) nie używałem tutaj przez ten czas ani odrobinki. Nie było mnie przecież, korki powykręcane, licznik stał w miejscu. Gdy już wróciłem do domu znalazłem w skrzynce podliczenie z tamtejszej elektrowni... dopłata prawie 400 Euro! Od razu zmieniłem elektrownię, kompletnie rezygnując z tego mieszkania.
Znalazłem jednak tu na miejscu pracę, szukałem innego mieszkania ale bez skutku. Mieszkając tutaj przez cały rok 2013 nie wybywałem jak wtedy na kilka miesięcy, więc prąd szedł. Z drżeniem na ciele i zgrzytaniem zębów ze strachu oczekiwałem zatem rachunku z elektrowni... no i mam. Porównując lekko większe opłaty miesięczne w nowej elektrowni oraz fakt, że byłem cały czas w domu (no oprócz wigilii i sylwka, ale grzejniki zostawiłem włączone) stwierdziłem, że powinna być podobna - jak nie większa dopłata za prąd, a tu taka niespodzianka... coś mi tu nie gra. Albo tamta elektrownia źle podliczyła wpłaty (możliwe że przez pomyłkę policzyli mi rachunek wcześniejszego lokatora mieszkania) albo po prostu ktoś mi prąd kradł, innego wytłumaczenia nie mam...
No ale nie ważne. Ważne jest to, że lekko utraciłem wstręt do tego mieszkania, bo jednak nie aż takie drogie no i mogę za ten zwrot zapłacić kilka zaległych rachunków. Użerać się muszę tylko z tą depresyjną szwabką, która jest współwłaścicielką tej budy. Dziś znów muszę oglądać jej mordę, więc mam nadzieję że będzie spokojna.
piątek, 31 stycznia 2014
wtorek, 28 stycznia 2014
Restart
Długo nie pisałem tutaj nic. Znudziło mnie bowiem marudzenie o tym, że ciągle dzieje się coś źle, o tym że nic mi nie wychodzi i nigdy nie udaje. Oparłem się po prostu o oparcie narożnika, machnąłem na wszystko obojętnie swą ręką i powiedziałem sobie "niech się dzieje co ma się dziać" i tyle. Zrozumiałem że taki po prostu mój los, takie przeznaczenie. Bo przecież są ludzie w gorszej sytuacji od mojej, lub byli. Starali się jak mogli by się wygrzebać, wyszli z tego i żyją jakoś sobie teraz fajnie tylko jak ja postaram się tak samo albo i nawet silniej to... to tak jak by każdy człowiek do którego idę, każdy urząd czy agencja która mogła by mi dalej pomóc, wszyscy właśnie się ode mnie odwrócili, jak by byli ze sobą zgadani, coś w stylu "o nie, on? Mamy polecenie z góry by utrudniać mu życie, jego los jest właśnie taki i taki on ma żyć, nie inaczej i mimo starań nie wyjść z tego, gnić w dołku bo tam jego miejsce". Normalnie klątwa...
Istnieją ludzie których sytuacja podobna jest do mojej. To znaczy niejeden z nich chce tak żyć jak ja, bo im tak wygodniej. Bo przecież fajnie jest nie pracować, leżeć i gnić cały dzień na wersalce i czekać na kolejną państwową kasę, którą nie raz wydadzą na jakieś zbędne rzeczy a nie na to, co potrzebują. A potem marudzą pod koniec miesiąca jak im to jest źle bo nie mają nawet grosza na żarcie czy coś. Ja do takich nie należę, moja sytuacja wygląda zupełnie inaczej, bo los zawsze musi mi jakieś kamienie pod nogi położyć ...no ale ten temat to nie na ten post. Pociesza (proszę tego źle nie zrozumieć) mnie fakt, że istnieją ludzie którzy nie mają kompletnie nic i muszą dzień w dzień walczyć o przeżycie, nie mówię że akurat tu w Niemczech, bo Niemcy swoim obywatelom z głodu umrzeć nie dadzą, ale akurat o takich państwach jak Afryka czy bliski wschód. W Afryce musisz walczyć o wodę i pokarm a na bliskim wschodzie o to, by nikt Ciebie nie wysadził gdzieś na ulicy w powietrze. Miał bym więcej przykładów ale chyba wiadomo o co mi chodzi? Dlatego też przestałem marudzić. Istnieją ludzie, którzy mają po prostu o wiele gorzej niż ja a skowyczenie nad moim losem jest po prostu bardzo śmieszne i nie na miejscu, bo w porównaniu z tymi biednymi ludźmi to ja żyję jak król.
Postanowiłem zatem "zrestartować" mojego bloga. Od ostatniego wpisu do dziś nic się raczej nie zmieniło. Jedynie właścicielka mojego mieszkania spróbowała mnie przechytrzyć i wyciągnąć więcej kasy ode mnie, niż mogłem jej dać. Miałem okropne problemy z tą babą. Co i jak było nie opiszę tu, bo to długa historia, wtajemniczeni wiedzą co się działo. Dodam tylko, że po rozmowie z współwłaścicielem tej nieruchomości tu odczepiła się na dobre. W piątek opłata mieszkania, a ona do dziś nie zadzwoniła, jak wcześniej trzy razy w miesiąc, jak bym był jakimś ułomniakiem i nie wiedział, że mam zapłacić. Pewnie nieźle jej ten facet dogadał, że taka cichutka się stała.
A co do mojej codzienności? Cóż, chodzę na terminy do urzędu pracy, ostatnio miałem badania lekarskie. Chcieli stwierdzić do jakiej roboty się nadaję, a do jakiej nie. Czekam teraz na termin od nich. Chcę im powiedzieć że to nie ma sensu szukanie mi pracy w moich okolicach bo tu nie ma kompletnie nic, dziura jak nie wiem. Same lasy i góry, a jak stoi gdzieś jakaś firma to albo są w komplecie, albo nie przyjmują nikogo. Jest robota w okręgu pięćdziesięciu kilometrów ale nie mam dojazdu z tej wioski. Jak oni o piątej rano zaczynają, a mój pierwszy autobus dopiero po szóstej wyrusza, to jak ja mam zdążyć? Powiem im o trzech opcjach, które mam:
po pierwsze - niech poszukają mi firmy, która oferuje dla swoich pracowników pokoje, tak jak tu polaków do roboty ściągają; miejsce pracy z pokoikiem
po drugie - niech poszukają w większym mieście, coś jak Stuttgart, Frankfurt czy Hamburg, Berlin? oni mogli by mi to załatwić też z pokoikiem, bynajmniej na jakiś czas aż sobie kawalerkę znajdę. W tych miastach jeżdżą tramwaje i metra, autobusy, co pięć minut we wszystkie strony więc nawet jak bym znalazł coś na drugim końcu miasta, to miał bym gwarantowany dojazd
i po trzecie - powrót do PL. Może i ma ten urząd pracy jakieś firmy tam niemieckie, które potrzebują kogoś takiego jak mnie? Doświadczenie magazyniera, niemiecki język pisemny i w mowie, mógł bym na przykład z polskimi kierowcami TIRów do niemiec jeździć, bo często taki kierowca nie dogada się w tym kraju z nikim. To taki mały przykład. Byłem kiedyś tam w urzędzie pracy no i sam wyszukuję w necie ofert polskich prac. Niemal wszędzie pisze "znajomości języka niemieckiego obowiązkowe". Więc robota od razu! Lecz co innego z mieszkaniem... bo znaleźć jakieś odpowiednie to sztuka. Musiał bym wiedzieć ile kosztował by mnie czynsz, czy potrzeba kaucji, musiał bym przyjechać i obejrzeć, a jak wiadomo to nie jest "za następnym blokiem", tylko w Polsce. A co jeśli już taką umowę pracy podpiszę a okaże się, że dali mieszkanie komu innemu? Albo podpiszę umowę na mieszkanie a wypłata będzie taka niska, że na czynsz nie będzie mnie stać? Albo broń boże zwolnią mnie, bo im się nie podobam? To są sprawy, które trzeba by wcześniej jakoś załatwić, podowiadywać się, ustalić, przyszykować, a takie coś to raczej nie na odległość, musiał bym być już tam na miejscu. U kogoś, a przecież nie mam tam prawie nikogo, a tych co mam to pewnie na "przyjęcie mnie pod swój skromny dach" nie byli by gotowi. No a o tym, że musiał bym sobie na nowo polskie papiery wyrabiać, że to trwa i tym, że bez nich ani mieszkania, ani roboty nie dostanę to już nie wspomnę.
Cóż, rozpoczął się rok 2014. Ten który minął, był dość podły. Miejmy zatem nadzieję że ten nowy przyniesie coś nowego i fajnego ze sobą. Mam dziwne wrażenie że tak właśnie będzie :) W tamtym roku postanowiłem od sylwestra nie palić. No cóż, start mojego postanowienia nie wypalił jednak tak, jak niejedna rakieta sylwestrowa czasem nie odpali ale z małym opóźnieniem mogę dumnie powiedzieć, że już dokładnie od ośmiu dni nie zapaliłem ani jednego papierosa. To jest zdrowsze i zaoszczędzę. przecież mam tyyyyyyyle kasy....
...z małym opóźnieniem... ja w ogóle już od urodzenia jakiś opóźniony jestem. Do różnych czynów potrzebuje dłużej niż inni. Ułamek sekundy, ale dłużej. By coś załapać, zrozumieć, też dłużej. To sprawia mi czasem ogromne problemy ale taki już jestem, tego nie da rady zmienić. Heh, nawet na eReader, który kupiłem przyjaciółce pod choinkę ona do dziś czeka... taki opóźniony jestem no ale kto wie, jeśli ja taki opóźniony, to może i moje szczęście tak się opóźnia?
Istnieją ludzie których sytuacja podobna jest do mojej. To znaczy niejeden z nich chce tak żyć jak ja, bo im tak wygodniej. Bo przecież fajnie jest nie pracować, leżeć i gnić cały dzień na wersalce i czekać na kolejną państwową kasę, którą nie raz wydadzą na jakieś zbędne rzeczy a nie na to, co potrzebują. A potem marudzą pod koniec miesiąca jak im to jest źle bo nie mają nawet grosza na żarcie czy coś. Ja do takich nie należę, moja sytuacja wygląda zupełnie inaczej, bo los zawsze musi mi jakieś kamienie pod nogi położyć ...no ale ten temat to nie na ten post. Pociesza (proszę tego źle nie zrozumieć) mnie fakt, że istnieją ludzie którzy nie mają kompletnie nic i muszą dzień w dzień walczyć o przeżycie, nie mówię że akurat tu w Niemczech, bo Niemcy swoim obywatelom z głodu umrzeć nie dadzą, ale akurat o takich państwach jak Afryka czy bliski wschód. W Afryce musisz walczyć o wodę i pokarm a na bliskim wschodzie o to, by nikt Ciebie nie wysadził gdzieś na ulicy w powietrze. Miał bym więcej przykładów ale chyba wiadomo o co mi chodzi? Dlatego też przestałem marudzić. Istnieją ludzie, którzy mają po prostu o wiele gorzej niż ja a skowyczenie nad moim losem jest po prostu bardzo śmieszne i nie na miejscu, bo w porównaniu z tymi biednymi ludźmi to ja żyję jak król.
Postanowiłem zatem "zrestartować" mojego bloga. Od ostatniego wpisu do dziś nic się raczej nie zmieniło. Jedynie właścicielka mojego mieszkania spróbowała mnie przechytrzyć i wyciągnąć więcej kasy ode mnie, niż mogłem jej dać. Miałem okropne problemy z tą babą. Co i jak było nie opiszę tu, bo to długa historia, wtajemniczeni wiedzą co się działo. Dodam tylko, że po rozmowie z współwłaścicielem tej nieruchomości tu odczepiła się na dobre. W piątek opłata mieszkania, a ona do dziś nie zadzwoniła, jak wcześniej trzy razy w miesiąc, jak bym był jakimś ułomniakiem i nie wiedział, że mam zapłacić. Pewnie nieźle jej ten facet dogadał, że taka cichutka się stała.
A co do mojej codzienności? Cóż, chodzę na terminy do urzędu pracy, ostatnio miałem badania lekarskie. Chcieli stwierdzić do jakiej roboty się nadaję, a do jakiej nie. Czekam teraz na termin od nich. Chcę im powiedzieć że to nie ma sensu szukanie mi pracy w moich okolicach bo tu nie ma kompletnie nic, dziura jak nie wiem. Same lasy i góry, a jak stoi gdzieś jakaś firma to albo są w komplecie, albo nie przyjmują nikogo. Jest robota w okręgu pięćdziesięciu kilometrów ale nie mam dojazdu z tej wioski. Jak oni o piątej rano zaczynają, a mój pierwszy autobus dopiero po szóstej wyrusza, to jak ja mam zdążyć? Powiem im o trzech opcjach, które mam:
po pierwsze - niech poszukają mi firmy, która oferuje dla swoich pracowników pokoje, tak jak tu polaków do roboty ściągają; miejsce pracy z pokoikiem
po drugie - niech poszukają w większym mieście, coś jak Stuttgart, Frankfurt czy Hamburg, Berlin? oni mogli by mi to załatwić też z pokoikiem, bynajmniej na jakiś czas aż sobie kawalerkę znajdę. W tych miastach jeżdżą tramwaje i metra, autobusy, co pięć minut we wszystkie strony więc nawet jak bym znalazł coś na drugim końcu miasta, to miał bym gwarantowany dojazd
i po trzecie - powrót do PL. Może i ma ten urząd pracy jakieś firmy tam niemieckie, które potrzebują kogoś takiego jak mnie? Doświadczenie magazyniera, niemiecki język pisemny i w mowie, mógł bym na przykład z polskimi kierowcami TIRów do niemiec jeździć, bo często taki kierowca nie dogada się w tym kraju z nikim. To taki mały przykład. Byłem kiedyś tam w urzędzie pracy no i sam wyszukuję w necie ofert polskich prac. Niemal wszędzie pisze "znajomości języka niemieckiego obowiązkowe". Więc robota od razu! Lecz co innego z mieszkaniem... bo znaleźć jakieś odpowiednie to sztuka. Musiał bym wiedzieć ile kosztował by mnie czynsz, czy potrzeba kaucji, musiał bym przyjechać i obejrzeć, a jak wiadomo to nie jest "za następnym blokiem", tylko w Polsce. A co jeśli już taką umowę pracy podpiszę a okaże się, że dali mieszkanie komu innemu? Albo podpiszę umowę na mieszkanie a wypłata będzie taka niska, że na czynsz nie będzie mnie stać? Albo broń boże zwolnią mnie, bo im się nie podobam? To są sprawy, które trzeba by wcześniej jakoś załatwić, podowiadywać się, ustalić, przyszykować, a takie coś to raczej nie na odległość, musiał bym być już tam na miejscu. U kogoś, a przecież nie mam tam prawie nikogo, a tych co mam to pewnie na "przyjęcie mnie pod swój skromny dach" nie byli by gotowi. No a o tym, że musiał bym sobie na nowo polskie papiery wyrabiać, że to trwa i tym, że bez nich ani mieszkania, ani roboty nie dostanę to już nie wspomnę.
Cóż, rozpoczął się rok 2014. Ten który minął, był dość podły. Miejmy zatem nadzieję że ten nowy przyniesie coś nowego i fajnego ze sobą. Mam dziwne wrażenie że tak właśnie będzie :) W tamtym roku postanowiłem od sylwestra nie palić. No cóż, start mojego postanowienia nie wypalił jednak tak, jak niejedna rakieta sylwestrowa czasem nie odpali ale z małym opóźnieniem mogę dumnie powiedzieć, że już dokładnie od ośmiu dni nie zapaliłem ani jednego papierosa. To jest zdrowsze i zaoszczędzę. przecież mam tyyyyyyyle kasy....
...z małym opóźnieniem... ja w ogóle już od urodzenia jakiś opóźniony jestem. Do różnych czynów potrzebuje dłużej niż inni. Ułamek sekundy, ale dłużej. By coś załapać, zrozumieć, też dłużej. To sprawia mi czasem ogromne problemy ale taki już jestem, tego nie da rady zmienić. Heh, nawet na eReader, który kupiłem przyjaciółce pod choinkę ona do dziś czeka... taki opóźniony jestem no ale kto wie, jeśli ja taki opóźniony, to może i moje szczęście tak się opóźnia?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
