Mam tu dwóch kolegów z polski, przyjechali jakieś dwa lata temu do pracy. Nie wyszło im za bardzo, pozwalniali ich. Do tego zostali wyrzuceni ze swojego pokoiku gdzie dotychczas mieszkali i to z dziś na jutro. Gdyby nie ja, wylądowali by pewnie na ulicy, pod mostem czy na strychu u znajomego więc przygarnąłem ich pod swój dach. Z początku nie podobało im się tu, wiocha zabita dechami, sklepu tutaj niet, tylko piekarnia i masarnia, w których żarcie po kosmicznych cenach. Raz Darek poszedł do masarni (Darek i jego syn to Marek) kupić kilka plastrów szynki, szczęka mu opadła jak miał zapłacić: ponad 4 Euro! Powaliło? Chleb w piekarni trzy Euro, pogięło? No ale ok, musieli zaakceptować, lepiej zapłacić trzy euro za chleb na wsi w piekarni która jest zaraz na przeciwko (dobry chlebek) niż mieszkać gdzieś pod mostem i nie mieć gdzie się umyć czy coś ugotować. Z początku nie respektowali tego, że są moimi gośćmi, nie respektowali mojego zdania. Nie podobało im się na przykład to, że tu jest przyzwoity dom z normalnymi rodzinami, gdzie małe dzieci muszą spać o ósmej i nie ma darcia się czy balangowania. Trochę potrwało aż im to wbiłem do głowy że ma być spokój, że to moje mieszkanie a oni muszą się zachować, ale przyzwyczaili się już i zaakceptowali. Nudzili się tu, ale też im przeszło, każdy ma swoje zajęcie, swoją rolę i wiedzą jak i czym się zająć. Jest w sumie spoko, nie jestem sam i mam z kim pogadać. Nie siedzę już na jakichś gierkach, czatach czy fejsach, bo mnie to już nie bawi. Chcę z kimś pogadać to mam tych dwóch chłopaków pod nosem. Czasem się pożremy, powarczymy na siebie ale to chyba normalne conie? W każdym razie szybko się uspokajamy i zapominamy o wszystkim. Ogólnie jest fajnie.
Dnia pewnego dostałem z urzędu pracy propozycję od agencji, dla której przed laty pracowałem. Robota miała być w firmie, o której już kilka notek wcześniej pisałem, gdzie pracowałem rok temu. Mimo faktu, że już kilka razy w tej agencji byłem prosić o pracę, mimo tego że mnie już nie chcieli i odsyłano mnie, chciałem spróbować jeszcze raz. Zależało mi na tym by wrócić na swoje stare śmieci, do firmy którą znam, do kumpli i maszyn którymi władam jak niegdyś swoją hakamą (miecz) i miał bym tam w agencji paść im na kolana prosząc by mnie przyjęli, to bym padł. Miałem już tego bezrobocia i braku pieniędzy powyżej uszu. Wyruszyłem więc na autostopa w stronę miasta. Zatrzymał się pewien turek i wziął mnie ze sobą. Okazało się że jest szefem pewnej firmy i po krótkiej rozmowie o moich planach powiedział mi, że potrzebuje dwóch ludzi, po czym zaproponował mi robotę u siebie na cztery tygodnie, poprosił też bym popytał znajomych czy ktoś chciał by pójść do niego do pracy. Ucieszyłem się, ale i tak zaglądnąłem do tej agencji. Ku mojemu zdziwieniu zaproponowano mi drugą szansę... jednak opowiedziałem tej pani, że przez przypadek poznałem kogoś i mam zaklepaną pracę na miesiąc. Zapisała moje dane i powiedziała, że jak przepracuję ten czas u turka mam się u niej zgłosić, a ona w tym czasie powiadomi moją dawną firmę i spyta, czy oni mnie tam chcą. Jak tamtejszy szef usłyszał moje nazwisko, to codziennie do niej wydzwaniał prosząc o to, by mnie tam jakoś ściągnąć a ona bombardowała mnie telefonami i sesemesami pytając jak się sprawy o pracy u turka miewają. Cóż, wziąłem Marka ze sobą i pojechaliśmy do turka. Ja przepracowałem u niego tylko dzień i miałem dość. W ten dzień bowiem źle się czułem i osłabłem w pracy, a jak dowiedziałem się że mam pracować wysoko na regałach to całkowicie zwątpiłem (lęk wysokości) Marek tam został a ja na drugi dzień wybrałem się do agencji. Kilka dni później pracowałem już w swojej dawnej firmie. Marek miał dziś ostatni dzień u turka bo odrobili swoje i nie ma już tam roboty, ja pewnie jak bym tam te cztery tygodnie przepracował to znalazł by się ktoś inny na to wolne miejsce w agencji i teraz musiał bym się znów na zasiłku meldować, więc dobrze wyszło. Do tego agencja załatwiła mi nocki - moja ulubiona zmiana, bo więcej kasy a po drugie lubię nie spać w nocy. Nocki zaczynam od siódmego, teraz mam na ranki... chujnia wstawać o trzeciej nad ranem :p Hmmm a Darek? Załatwił sobie pracę na budowie.
Rok 2014 zatem zapowiada się świetnie. Mam tylko nadzieję, że nie zacznie się wszystko tak nagle pieprzyć jak to często bywa. Gdzieś w horoskopie wyczytałem kiedyś że ten rok ma być dla mnie wspaniały, pełen pozytywnych zmian i wszystko ma być lepiej. No ja przesądny w sumie nie jestem ale zobaczymy jak to się wszystko potoczy. Trzymać mi kciuki by było tak jak w tym horoskopie pisano, trzymać mi kciuki by było prawdą to, że pech mnie opuścił a szczęście wita do mych drzwi :)
