piątek, 25 stycznia 2013

Słów kilka o początku roku

Zacznę może od tego, że dzień po imprezie wigilijnej, o której pisałem notkę, pojechałem tam by odzyskać kurtkę, klucz oraz aparat. Kurtka i klucz były, aparatu jednak niet... szef lokalu powiedział mi, że ktoś te pozostawione przez ludzi rzeczy (Komórki, kamery, aparaty, nawet IPad), ktoś kto należał do gości pozbierał wszystko i powiedział że zaniesie to do firmy, do biura. Na moje pytanie kto to był, wyseplenił jakieś tam niezrozumiałe nazwisko. Miałem dziwne przeczucie że to pewnie on coś zmyśla wzbogacając się o różnego rodzaju techniczne gadżety ale po dokładnym rozmyśleniu sprawy stwierdziłem że miał by przecież nieźle przesrane, gdyby na prawdę pokradł nam rzeczy o wspólnej wartości około paru tysięcy euro. Popytałem więc w pracy ludzi czy kto co wie, zadzwoniłem do biura i poprosiłem by się ta pani przy telefonie tak samo popytała oraz rozejżała. Chciałem nawet ulotki porobić i porozklejać po wszystkich halach, pisząc na nich że już chuj tam z aparatem, ale niech mi przynajmniej kartę z fotkami oddadzą bo zdjęcia na niej pewnie bezcenne. W tym tygodniu jednak podszedła owa pani do mnie z szerokim uśmiechem na twarzy (jej fotka na fejsie, ta blondyna w okularach) wręczając w moje brudne łapy futerał od aparatu z całą jego zawartością :) Fotek tam wiele, nawet filmik jakiegoś gościa w masce, który tam niezapowiedzianie przylazł, zaśpiewał nutkę do playbacku (Sido), do tego zatańczył... i se poszedł :D Nikt nie wie kto to był, czyż by na prawdę Sido? Chociaż wątpię, Sido miał maske trupiej czaszki a nie jakiegoś tam miśka pandy jak ten gościu ale kto wie? Zdjęcia zajebiste ^^ kilka wybranych wkleiłem na fejsa :)

Apropo fejsa, gróby wykasował mnie z listy znajomych, zrywając tak ze mną kontakt. Tzn. chyba, ale może jest po prostu w szoku po tym co mu powiedziałem? Może potrzebuje teraz trochę czasu by się pozbierać? Miałem o nim notkę kiedyś napisać ale to już nie będzie potrzebne. Siedziałem sobie na fejsie, gadałem z żydem a tu nagle odzywa się gróby, bez żadnego cześć, co tam, jak tam, czy nawet pocałuj mnie w dupę, od razu przeszedł do rzeczy, że jego sponsor (który mieszka razem z nim) utracił pracę i że mam im spłacić długi które mi narosły gdy z nimi przez kilka miesięcy mieszkałem. No chuj z tym, że oddawałem im miesiąc w miesiąc swoje bezrobotne na żarcie ale on tego nie zarejestrował jakoś, nie wiem. W każdym razie mówi mi że mam długi oraz komórkę jego sponsora i mam mu za nią zapłacić. Odpisałem mu że na razie nie mam kasy by zwracać jakichś długów ale za telefon zapłacę, poprosiłem go o dane bankowe i posłałem pieniądze w kilka minut. Powiedziałem mu to, po czym opierdoliłem za to że tak agresywnie na mnie z tym wyjechał. Ten zaś na mnie agresywniej, że przyjaciele go w chuja lecą, że są tylko gdy coś potrzebują, że ja taki sam jestem i wykożystuję go, że nikt do niego nie przychodzi tylko on musi jeździć. Wkurwił mnie tak że mu wszystko powiedziałem co o nim myślę. Napisałem mu że wali od niego jak z jakiegoś szamba. Że od początku marca gdy do niego przyjechałem, aż do końca lipca ani razu nie był się wykompać. Że przez ten czas nawet majtek nie zmienił, że jego nogi, a mianowicie stopy wyglądają jak asfalt przez ten syf u niego w domu i że ten bród wżarł się weń już na dobre. Że śmieje się z jego sponsora bo nie umył sobie rąk po użyciu toalety (która zresztą czarna tam była, żółtobrązowa... no kolorowa, od wszystkiego po trochu) a sam nawet malutkiego paluszka pod kran nie wsadzi. Że jego niegdyś biała kołdra tak capi a kuweta kotów wali amoniakiem aż pod sam Berlin a w niej więcej gówna niż piasku. Że syf ma w domu taki że to on pochłonął odkurzacz a nie na odwrót, psując go a szary dywanik jednak nie był szary, bo miał pod tą szarością (jego łuszczyca którą sobie z pleców nożem skrobał) ukrywa się fajny tygrys. Że jak ma wiatry to obojętne, czy ma obok siebie swojego sponsora (który do tego się przyzwyczaił) oraz mnie, wyciska je po prostu a to tak capie że normalnie zwymiotować się można. Powiedziałem mu, że siedziałem cicho, nie mówiłem mu nic, wściekły zawsze odreagowałem się rozmawiając z kimś na gg, wmawiając sobie że tylko znajdę pracę, to stamtąd uciekam ale kiedyś nie wytrzymałem i zwróciłem mu delikatnie uwagę, czymskutkiem było jego odwarknięcie że jak mi się coś nie podoba to mam się wynosić, pewny siebie że tego przecież nie zrobię, bo dokąd pójdę, uzależniony od jego pomocy oraz "jego" pieniędzy? Powiedziałem mu że kilkakrotnie chciałem do niego "przemówić", czego odpowiedzią były słowa że jak coś mi nie pasi to mam spierdalać. Powiedziałem mu że nie dałem sobie tego kilka razy więcej powiedzieć i że po pewnej, dość gorącej, letniej nocy, gdy jego woń sięgła szczytu a ja wybiegając na balkon zwymiotowałem, spakowałem na drugi dzień swoje kilka rzeczy i spieprzyłem stamtąd.

Powiedziałem mu, że dziękuję mu za jego pomoc. Powiedziałem że odwdzięczę się kiedyś, jak się wyrobię, że zawsze będzie moim przyjacielem, tylko przyjechać do niego już nie przyjadę więcej. Powiedziałem mu, że to nie tylko moje zdanie o nim a wszystkich w sumie, nawet tych którzy nie wiedzą jak jest u niego w domu, tylko po samym jego zapachu. Dałem mu do zrozumienia, że jak tak dalej będzie żyć nikt go odwiedzać nie będzie a przyjaciele tylko wtedy, gdy będą czegoś pilnie potrzebowali dając do zrozumienia że swoim lenistwem oraz smrodem zawsze od siebie odganiać będzie. Przeprosiłem go za moją szczerość i wytłumaczyłem, że ktoś jednak wkońcu musi swą japę w tym kierunku otworzyć, a w tym przypadku to byłem ja, facet który nie widzi go raz, dwa razy w tygodniu na necie, ulicy czy w sklepie, ale ktoś, kto to live przeżył i jakotako wytrzymał to wszystko przez wiele miesięcy, narażając swoje zdrowie.

Gdy mu to mówiłem, nie wtrącił się ani razu do rozmowy, broniąc siebie jakoś czy coś w tym rodzaju, nawet nie uciekł, przeczytał wszystko. To było w niedzielę, od tego czasu nie odezwał się do mnie ani słowem. A dziś zauważyłem, że wykasował mnie ze swojej listy znajomych. Za dwa, trzy tygodnie napiszę do niego, albo nie, lepiej zadzwonię i porozmawiam z nim o tym wszystkim, dam mu czas do namysłu. Mam ogromną nadzieję że chłop coś w sobie zmieni.

A tak poza tym? Stara, bezrewelacyjna bida: praca dom, kompek, TV, spanie, nic ciekawego zawsze jedno i to samo, jak to u mnie :) Następna notka, gdy coś ciekawego się wydarzy :)

piątek, 18 stycznia 2013

Żydówka

SMS do mnie:

Ona: Co robisz?
Ja: Siedze w kauflandzie na kiblu, Ty, tutaj wisi automat, w nim są gumowe pipki za trzy euro. Troche drogo conie?
Ona: Ty idioto!!! :D

Odbierała wtedy synka z przedszkola, roześmiała się po pachy, ludzie, którzy przyszli wtedy po swoje dzieci durnowato się na nią popatrzyli :)

Uwielbiam ją rozśmieszać. Poznaliśmy się jakieś piętnaście, szesnaście lat temu? zupełnie przypadkowo, była najlepszą przyjaciółką mojej ex, a ex poznałem przez randkowy portal telefoniczny.

Jej esek do mnie:
- Idę spać, dobranoc
Na co ja - zaśpiewać Ci kołysankę?
- poproszę... - odpowiada
- spoko, przymknij oczy, ułóż się wygodnie, odpręż się.... Mimimiiii, dorefasiiii, raz raz, uwaga! śpij ty pindo śpij! Jak nie to będzie w ryj! Zamorduję ci barana a jego wnętrzności porozżucam wokół twego wyra! Jego krwią wysmaruje twoje ściany, śpij dobrze śpij smacznie, śpij...

No po niemiecku fajnie się rymuje, po polskiemu raczej nie. Pół nocy nie spała.

Gdy pojechałem do mojej (wtedy) dziewczyny, to ona tam była. Zresztą już ją w sumie znałem, bynajmniej przez telefon bo rozmawiałem wtedy z moją, a czasami z nią. Jakoś od razu wiedziałem że się mocno zaprzyjaźnimy. Czubiła mnie, a ja ją, no cóż, kto się czubi ten się lubi, tak jest do dziś, nawet po tylu latach :)

Jej post na fejsie:
Ta cholerna *** wzięła i chamsko mnie w nocy obudziła, ma przechlapane, normalnie ją uduszę (jakaś jej koleżanka)
1:15 nad ranem, moja przerwa w robocie. Esek do niej:
- Ty słuchaj, widziałem na fejsie twój post, że koleżanka Ciebie w nocy obudziła. Chamówa conie? Tzn. jak ona mogła? Ja bym tak nie potrafił, przez serce by mi nie przeszło budzić Ciebie w środku nocy, chamstwo!
Jej odpowiedź po kilku minutach
- Ty chuju....

Pamiętam jak do dziś, siedzieliśmy u mojej byłej w pokoju, moja ex polazła po frytki i kiełbaskę. Milczeliśmy. Gapiła się na mnie swymi ciemnymi ślepiami, peszyło mnie to trochę więc aby zabić ciszę zapytałem jakiego jest poglądu.

 - Katoliczka? - pytam...cisza, gapi się na mnie o tak: O.o
- Ewangeliczka? - ...dalej cisza i gapienie na mnie jak autobus: o.O
- Świadek jechowy? - ...nic a gały tak: O.O
- Żydówka może...? - I tu się roześmiała, od tego momentu nazywam ją żydem.

Jej esek do mnie:

Ona: Zbij mnie
Ja: WTF???
Ona: lol, dobrej nocy miało być! Sorry, mój T9
Ja: (po kilku dziwacznych eskach już, co to jej T9 w komórce nie raz słowo przekręcił) Ta twoja komórka jest psychicznie upośledzona, idź się z nią leczyć, albo to narkomanka jakaś, weź ją wyślij do uzbekistanu, tam są szamani, oni wypędzą całe to zło które w niej siedzi, dasz im flache i pięć euro ale za to odzyskasz zdrowiuśną komóreczkę spowrotem

Siedzieliśmy u mojej byłej w kuchni, jedliśmy frytki z majonezem i ketchupem, a do tego pieczoną kiełbaskę. Chciała mi obrzydzić jedzenie więc otworzyła swoją pełną buzię i pokazuje mi co ma przeżutego w środku - UOAAAAAAAAAHHH... - jęknęła wtedy, no cóż, że to niezdara, wyleciały jej niechcąco te całe przegryzione wnętrzności na stół, ale potrafiła się przynajmniej zaśmiać z samej siebie. Innym razem zaś paliła papierosa, chyba ręka ją zaswędziała. Chcąc się podrapać przypaliła się i krzyknęła z bólu. Na moje pytanie co się stało, opisała mi swój mały wypadek, i to bardzo, ale to bardzo szczegółowo, przypalając się na końcu tłumaczenia jeszcze raz.

Pamiętam, jak leżałem na wyrku pięjtrowym u swojej byłej, na dole a ona na górze. Znudzony oglądam jakiś program w TV... I jak mi nagle coś przed kineskopem z góry w dół nie przeleci! I z wielkim hukiem uderza o podłogę i stęka "Auuuuuu!" Wystrachałem się jak nie wiem co, spoglądam w to dziwne coś, leżące na podłodze, śmiało się a ja się mało nie posikałem. Chyba tłumaczyć nie muszę co to było?

Było takich przygód z nią o wiele więcej, niezliczona ilość w sumie. Jeśli chodzi o to, by ją rozśmieszyć to nigdy nie brakuje mi pomysłów. Uwielbiam to robić, uwielbiam poprawiać jej chumor. Uwielbiam tą pindę żydowską i mam nadzieje, że nasza przyjaźń nigdy się nie skończy :)

Ona: Ja kiedyś na prawdę książkę napiszę
Ja: Ta? a o czym?
O: Nie o czym, tylko o kim
J: No to o kim?
O: O Tobie i o mnie
J: Ciebie to już kompletnie powaliło
O: Nawet tytuł już mam
J: ...Hmmm?
O: "Mój najlepszy przyjaciel, ten chuj"

niedziela, 13 stycznia 2013

Radio Regenbogen

Monotonia w pracy. Cały czas robię jedno i to samo. Znudzony włączam wtedy radio, olbrzymia kolumna zaczyna grać i to bardzo głośno, wkońcu musi bo maszyny warczą z pegielem dwustu decybeli więc trzeba je muzyką ogłuszyć. Ale w radiu też tylko jedno i to samo, Rihanna, Lena, Silbermond czy nawet od czasu do czasu takie klasyki jak Freddie Mercury, Sting, Depeche Mode, Alphaville, a nawet Madonna i Michael Jackson.

Wczoraj jednak puścili "In The Mix", znaczy imprezową muzykę, siedzi tam sobie w radyjku pewien "DJ Enricko" i miesza mikserkiem jak gosposia ciacho na makaron. Nie wiedziałem o tym, że akurat w piątki od 20:00 do 1:00 nad ranem taka impra w radiu, bo wczeniej słuchałem innej stacji. Znudzony zatem podchodzę do swych maszyn, włączam je, potem radyjko i słysząc Deejaya takie gały... O.o

Kurwa roztańczyłem się jak idiota. Skakałem wokół maszyn, śpiewałem do nutek z lat dziewięćdziesiątych oraz osiemdziesiątych, z czasu kiedy wszystko było jeszcze zajebiście. 2 Unlimited, Double You, Haddaway, Captain Hollywood, SNAP, masakra same zarąbiste nuty z czasów, kiedy chodziło się jeszcze na dyskoteki, imprezowało, z czasów kiedy chłopak poraz pierwszy zakochał się w dziewczynie (pamiętam swoją pierwszą, nieodwzajemnioną miłość oraz pierwsze łzy wylane przez kobietę, mam ją na fejsie od niedawna :) takich dziewczyn się nie zapomina, no ale to inna beczka)

Między tymi nutkami pojawiła się pewna rumunka, Giulia się zowie. Gdy ją usłyszałem, gęsia skórka opanowała moje ciało, tchu zabrakło w płucach, nogi się ugieły no i zjebałem maszynę, którą potem przez dwie godziny naprawiać musieliśmy.

PANIE I PANOWIE

DJ PROJECT feat. Giulia







Boska jest... Muzyka jednak potrafi zawładnąć człowiekiem :)

PS. A ja nawet się nie pochwaliłem, przed wigilią dostałem osobistego Maila od Lindsey Stirling, z życzeniami wesołych świąt oraz informacjami o jej "Deutschland Tour". Zaprosiła mnie na swój koncert... aż mnie ściska, że nie mogę tam być... dzisiaj wylądowała, w poniedziałek zaczyna brzdękać na swych skrzypkach, będzie w trzech miastach, niestety żadno z tych miast nie jest w pobliżu :(.


piątek, 4 stycznia 2013

2013

Święta, święta i - jak to pięknie powiadają - po świętach. Wigilia spędzona u rodziców, obżarstwo pierogami z serem, kapustą i grzybkami, ba, nawet nowoczesne pierogi z łososiem się spróbowało. Bigos, karp, na którego zawsze czekam calutki roczek, a za karpiem przepadam. Ciasta różnego rodzaju, Kutja, Leczo było nawet, hm co jeszcze... barszczyk z uszkami, krokiety, sałatka... same smakowite smakowitości urozmaicone, od stołu odejść nie potrafiłem a brzucho rósł i rósł i rósł... ciałko moje skromne się rozleniwiło więc się spało i jadło, jadło i spało, no i się też siedziało rozlraczonym rozkrakiem w fotelu drapiąc brzucha. Potem pojechało się na kilka dni do brata, z nim posiedziało i pogadało, kilka zajebiaszczych filmów obejrzało takich jak "Ted" albo "Dyktator" :D Normalnie jaja jak berety w tych filmach, mao szkła kontaktowe mi ze śmiechu i płaczu przez śmiech nie wypłynęły ^^ Dyktatora to ja na prawdę polecam, teraz siedzę,. piszę i brechtam przypominając sobie parę scen hahah ^^

A potem był Sylwek u ojca. Miło było, chociaż  były momenty, w których najchętniej bym po prostu wstał, wyszedł i nigdy więcej już tam do niego nie przyjechał. Nie będę tu o szczegółach pisał. Wiem tylko jedno, że gdybym nie przeszkodził i uciszył wszystkich, to pozabijali byśmy się tam pewnie, wszyscy na raz... BTW, mimo wszystko Sylwek nawet udany, no fajnie było :)

Przed świętami szefu poprosił, bym przyszedł już drugiego do pracy. Zgodziłem się, jednak wiedziałem że to nienajlepszy pomysł by był, bo bym się po prostu nie wyrobił, dlatego na imprezce wigilijnej poprosiłem go o wolne drugiego i że na pewno będę dzień później. Był on już po kilku piwach więc z uśmiechem odparł że rozumie, że jak nie dam rady inaczej to mogę przyjść trzeciego. Tak też było, od ojca wróciłem w środę, a w czwartek na rano do tyry. Od poniedziałku znów moje nocki, więc wszystko wraca do starego ładu. No... tylko ten brzuch troche za wielgaśny, a był mniejszy ^^

Mój temat na rok 2013 to WALKA.

Któż by się spodziewał... w sumie od urodzenia walczę z życiem oraz samym sobą, ale to teraz taka "inna" walka. Chodzi o cele, które sobie stawiam. Był czas w których mówiłem sobie "to chcę osiągnąć" no i osiągłem. Potem "a teraz to" i dałem radę. Cel po celu, za celem, przed celem i zawsze się udawało. Tzn prawie, ale udawało zazwyczaj. Ostatnio jednak tylko gadam. Mówię, stawiam sobie jakieś zadanie i nie robię w tym kierunku nic, jak by czekając aż ono się samo spełni. Hm... wymówką na to może będzie to, że rok 2012 nie był aź taki zajebisty i zdemotywował mnie masakrycznie? Utrata pracy jako prezent pod choinkę wtedy? Uzależnienie od grubasa bo bym zdechł z głodu? (gruby to taki mój kolega u którego przez kilka miechów byłem, może kiedyś palnę o nim notkę a kurde na prawdę jest co pisać) No pojęcia nie mam, wiem tylko jedno, w rok 2012 wkroczyłem jako wrak, a nie człowiek i może to tak zapromieniowało i spieprzyło go kompletnie. Ale teraz nieee, teraz się nie dam zniszczyć!

O kilku celach mogę napisać, ten pierwszy to zmienić się. Wczoraj ktoś mi powiedział, że może to pora zmienić to, co pisze tu "O mnie" na blogu, tutaj u góry po lewej. Dlaczego? Bo przez to zawsze cierpieć musiałem. Zawsze, bez wyjątku i jeśli tego nie zmienię, zacierpię pewnie jeszcze nie raz a to mnie znów pociągnie w dół i wywali na glebę, niszcząc wiele co sobie zbudowałem. Drugi cel to zakopać przeszłość głęboko pod ziemię, pozostawiając sobie kilka miłych wspomnień których nikt już mi nie odbierze. Trzeci, pokonać swoją dentystofobię, która zniszczyłs mój uśmiech, przez którą przestałem się uśmiechać, by nie odstraszać. Zacisnąć pięści i iść do mojej dentystki która moją jamę ustną już zna, zna to że tak strasznie się boję i to rozumie, wpieprzając mi zawsze kilka znieczuleń na raz, nawet wtedy gdy to nie potrzebne, która zna moje drgawki gdy tylko zobaczę jakiś przyrząd spiczasty i która stanowczo mi mówi, bym szerzej otworzyl buzię niemal warcząc na mnie. Czwarty cel to "lizać dupę" szefowi by jak najszybciej przyjął mnie na stałe, piąty, prawko. Jeśli prawka nie będę mógł przez oczy, to operacja, dowiedzieć się wszystkiego co i jak, walczyć o to, by kasa mi tą operację opłaciła. Jako auto, chciał bym smarta Roadstera, a jeśli nie roadstera to for two. Chcę umeblować sobie mieszkanie, chcę stać się człowiekiem i wyjść do ludzi, tylko nie w tym stanie co teraz... chcę, i wiem że tego osiągnę. Będę walczył i nikt mi na drodze nie stanie i mi nie przeszkodzi. Żadna przeszłość, żadna zła siła, nikt. To już postanowione.

Szczęśliwego nowego roku wam wszystkim życzę :)