sobota, 18 sierpnia 2012

Szczęście w nieszczęściu...

...i nie był bym tym kim jestem, gdyby nie przytrafiło mi się to DWA razy podczas jednej nocki. Kilka notek wcześniej napisałem coś o mojej zepsutej maszynie. Wyjaśniłem  ogólnie co było nie tak, czyli zatkane węże, przez co maszyna nie funkcjonowała przez kilka dni. Maszynę tą popsuł jeden młodzieniec który chciał sobie zarobić na feriach, ale on po prostu nie uważał, przez błachostkę i nieuwagę zniszczył węże oraz wywołane przez ich zatkanie kilka innych części, które zamówić trzeba było w jakimś innym państwie oraz zapłacić za nie sporą fortunę. Kierownik wyjaśnił jemu wcześniej jak trzeba maszynę obsługiwać by to się nie przytrafiło, tamten jednak nie uważał no i spieprzył. Na drugi dzień już chłopiec nie przyszedł...

Cóż, maszyna od kilku dni znów działa a ja pracuję przy niej. Jednak dzisiaj w nocy bardzo roztargniony oraz zamyślony byłem. I mimo że wyspany, najedzony oraz w pełni sił, to jednak zatopiony we własnych myślach o pewnej sprawie, popełniłem ten sam błąd, co owy młodzieniec... ale wąż się nie zatkał, dzięki Bogom czy komukolwiek nie zatkał się. On po prostu pękł. Gorący plastik rozpryskał się na lewo i prawo, paskudząc calutką maszynę oraz ściany. Gdybym nie odskoczył, dostał bym tym plastikiem w twarz, oczy, do ust, nosa, wszędzie. Zawołałem kierownika, ten się wściekł... ale dał szpachtelkę i kazał ten cały, ostygły już plastik pozdrapywać ze ścian oraz miejsc, na których się lepił. Wąż pękł przy samej końcówce więc kazał uciąć go przy końcu i przymocować spowrotem do maszyny. Sprawdził komputer, ten błędu w wężu nie znalazł, wkońcu dwa kilo plastiku się wylało na hale, nie znalazł oporu przez zatkanie więc program się nie zawiesił, uff............

Godzinę potrzebowałem na zdrapywanie plastiku ze ścian oraz wszystkiego, co wokół niej stało. Kierownik uspokojony faktem że maszyna nie pierdykła całkowicie wytłumaczył jeszcze raz na spokojnie na co mam uważać. Ja "mhm, aha, okay" przytakuje, tam coś zapytałem jeszcze i on poszedł robić swoje a ja do maszyny. Uważałem, przy każdej części sprawdzałem wszystko, koncentrowałem się i szło jak po maśle. Znów się niechcąco zamyśliłem i SRU, ten sam błąd poraz drugi... tym razem wąż nie pękł. Komputer zameldował, że zatkany. Niechętnie oraz w strachu i panice wołam kierownika, ten sie wściekł na maksa... podszedł do komputera, popstrykał coś w programie, potem mówi mi bym trzymał kciuki dla własnego dobra, zacisnąłem więc pięści... ciśnienie w wężu bylo bardzo wysokie.Ten nie pękł. Zaschnięty plastik wystrzelił z niego jak ze strzelby, wąż odetkany, maszyna sprawna, kierownik wściekły ale uspokoił się gdy przy fajrancie do niego podszedłem i postawiłem kawe. On mi mówi że to ON zjeby od szefa dostanie, jeśli znów maszyna padnie i części nowe zamawiać trzeba, które są bardzo drogie. On, nie ja. Za to że mi nie wytłumaczył dokładnie tej maszyny, na co uważać przy niej trzeba itd. A to wcale nie prawda bo on doskonale mi wszystko wyjaśnił. I mimo że to ja był bym wszystkiemu winien, on musiał by nastawiać swą twarz. On miał by przechlapane, a ja mógł bym stracić prace...

Kierowniku musi wszystko zapisać, co było na nocce. Ciekawe czy - oraz jak szef zareaguje...

3 komentarze:

  1. Bo to trzeba myśleć o pracy a nie o dupie Maryny albo o jakiejś innej dupie :D Niestety to nie są przelewki i przez taką głupotę możesz szybko stracić pracę więc musisz się koncentrować na pracy a w domu możesz sobie myśleć do woli :D Tylko nie myśl tyle bo myśliwym zostaniesz.Żeby Mi to było po raz ostatni bo inaczej będzie zjebka przez telefon :D ...S... :* :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem zbytnio na czym Twoja praca polega więc ciężko mi się wyobrazić jakie to mogą być błędy, aczkolwiek już współczuję :D.

    Wiesz a apropos Twojego komentarza... moja babcia mnie wychowywała, więc jak umarła też czułam się jakby straciła matkę...

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko to niezle miałeś w pracy... mam nadzieje, że nic nie bęzie z tego złego ;-) Uściskuje ;-)

    OdpowiedzUsuń