poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Znak życia

Jestem. To znaczy istnieję jeszcze, na dowód tego zostawiam jakiś mały znak życia bo dawno mnie tu nie było. Nie będzie rozpisywania się, żali czy smutków jak w wielu poprzednich notkach, ot taki króciutki wpis, aktualizacja na wypadek jak by kogoś interesowało co u mnie, tzn jeśli ktoś w ogóle jeszcze tu zagląda i te wypociny czyta ale w sumie obojętne mi to, ten blog jest raczej w pierwszej lini dla mnie.

W skrócie, nadal jestem u grubego. Ale układa się tak jak to sobie zaplanowałem: znalazłem pracę, niezbyt dobrze płatną i jak wiadomo przez agencję ale za to lubię tam chodzić. Jest lekka, miła atmosfera bo ludzie są fajni, zawsze jest wesoło i poza tym jest tam czyściej niż u grubego. Tak na marginesie, wolę przebywać tam niż siedzieć tutaj więc z miłą chęcią stąd wychodzę, nie wagaruję, nie biorę niepotrzebnie wolnego czy urlopu a w każdy wolny dzień, tak jak teraz w święta aż za zakładem tęsknię. Poznałem tam też kogoś, kto ze swojego strychu chce zrobić mieszkanie, najpierw robił je dla siebie ale zwątpił więc chce je komuś wynająć. Od razu jak to usłyszałem, zgłosiłem się u niego, powiedziałem że nie ważne gdzie i jak to mieszkanie wygląda, bez obejrzenia go biorę. Prawdopodobnie w czerwcu lub w lipcu przeprowadzka bo mieszkanie jeszcze nie jest gotowe no i tamto na tej wsi muszę jeszcze do maja płacić, poza tym wszystko jeszcze tam mam, ciuchy, meble, pozostałe rzeczy. Ciekaw jestem czy gruby mi z przewozem pomoze... transport załatwię. No zobaczymy ale do czerwca muszę to załatwić, opróżnić tamtą dziurę.

Jeśli chodzi o mnie, to cóż, zmieniłem się trochę. Nie użalam się już nad sobą, zobojętniałem i biorę wszystko co nadchodzi na klatę. Po prostu akceptuję swój byt, przestałem marudzić i opłakiwać swój los. Nie szukam szczęścia, nie rozpaczam nad utraconymi osobami, na których mi bardzo zależało. Nie chcę nawet nikogo nowego zapoznać, nie bawi już mnie to, tzn. próbowałem logując się na kilku portalach randkowych ale zauważyłem że to nic dla mnie, z resztą nie wzbudzam za wiele zainteresowania sobą u płci przeciwnej, a nawet jeśli kogoś zainteresuję to brak jest we mnie ochoty napisać do tej osoby. Powodem jest zapewne miejsce w którym jestem. Ten syf i smród tutaj, przez co sam się jakiś brudny czuję. Odczuwam w sobie jakiś wstyd do samego siebie dlatego staram się trzymać z daleka od kobiet, broniąc przed zapoznaniem oraz przywiązaniem do kogoś no i dobrze mi to nawet wychodzi. Bo co takiego powiesz dziewczynie którą poznasz i ona ci się spodoba? "słuchaj, mieszkam w małym pokoiku z grubym który od sierpnia ubiegłego roku do dziś tylko dwa razy się kompał i mieszka w tonach kurzu który produkuje w sumie sam swoją łuszczycą na całym ciele, sypiącą się z niego jak śnieg z nieba, z kolejnym kumplem, który jest w sumie normalny ale pracuje nie dla siebie bo całą wypłatę oddaje grubemu, przez co gruby nawet ani chwili nie pomyśli by postarać się o pracę bo po co... kasę ma, no i dwa koty tu jeszcze są". Tego nie opowiem bo co taki ktoś pomyśli sobie o mnie? Albo bój się Boga zechce odwiedzić? Nie ma po prostu opcji do szukania nowych znajomości, bynajmniej nie przez ten czas, przez który tutaj mieszkać będę. Ktoś tu z okolic już mnie chciał poznać, wyrwać na kawę, odmówiłem, powodu nie podałem i chociaż ona wie o tym jakie warunki tutaj panują bo już raz (i jak twierdziła pierwszy i ostatni) tu była (ale nie na moje zaproszenie) to przez mój wstyd do samego siebie po prostu odmówiłem. Poza tym przestałem pić, w sierpniu ubiegłego roku był ostatni raz. Na sylwestra z wielkim przełamaniem napiłem się lampkę szampana i wystarczy. Chcę to tak zostawić, dobrą motywacją jest Darek i Marcin, którzy żyją na zasiłku, przez chlanie nie pracują i mózg im siada. Mi też siadał ale nie chciałem tego zrozumieć ani zaakceptować ale teraz jest inaczej.

Dwie rzeczy zdarzyły się od ostatniego wpisu. Dwie pewne rzeczy, o których wspomnę może kiedy indziej. To są wydarzenia które w sumie dość obojętnie odebrałem ale tak na prawdę uradowały mnie nieziemsko. Które przyłączyły się w motywację do skończenia z dawnym życiem, które mają ogromny wpływ w chęć do brnięcia do przodu nie oglądając się w tył. Do nowego początku. Nadal zerkam w nie dość obojętnie tzn. staram tak zerkać ale gdy w nocy się położę, zamknę oczy i zaczynam nad nimi rozmyślać to czuję ogromną radość zapierającą dech w piersiach. Przyjemne ciepło w okół serca no i wtedy usypiam, szczęśliwy i wdzięczny za nie, spokojny...

1 komentarz: