piątek, 12 lipca 2013

Kasjerka i moje życie

W końcu posortowałem swoje papiery, które rzucałem na stertę od jakiegoś dłuższego czasu. Było ich na pewno z kilka kilosów, więc zajęło mi to dobre cztery godziny, albo i krócej bo z przerwami, segregator z pustego zrobił się zatem przepełniony. Ale nie dziwię się, bo tylko utracisz pracę albo tak mało zarabiasz, że nie stać cię na rachunki to to się zbiera, człowiek nawet nie chce się patrzyć na to co w tych listach pisze, a niektórych innych nawet nie otwiera. Jednak wziąłem się w końcu za to, tylko nie zdążyłem nawet posprzątać sobie kuchni ani poprać, a kosz z ciuchami robi się większy i cięższy, a ja przecież tak bardzo nie znoszę rozwieszać prania... jutro się za to wezmę. Na weekend pomyję okna, wyszoruję łazienkę, na blank, wymyję podłogi odkurzę itp, brudno i syf tu, ale nie przeszkadzało mi to. Wzięło mnie po prostu natchnienie, kupę czasu nie zajmowałem się mieszkaniem, czemu? O tym za chwilę.

Po odłożeniu segregatora na miejsce, wziąłem portfel, wsiadłem na rower i pojechałem na stację benzynową po coś do jedzenia, sok i jakąś czekoladę. Przy okazji zabrałem kilka puszek oraz butelek, bo było ich tu trochę. Nie znałem tej pani za kasą, była dość młoda, nie brzydka, miała ciemnego blondu długie włosy skręcone z obu stron na warkocz. Nie przywitałem się, bo zajmowała się akurat czymś, pisała na ladzie jakieś notatki, nawet nie przyjrzałem się jej, od razu pomaszerowałem do automatu na puste butelki, przeszła może raz albo dwa mi za plecami spoglądając we mnie, zarejestrowałem to kątem oka ale nie zwróciłem na to uwagi koncentrując się na wrzucaniu butelek w dziurę przyrządzenia. W końcu butelki rozbić nie chciałem, a mam dziurawy plecak. następnie migiem ruszyłem do regałów szukając swych rzeczy, po czym podszedłem do kasy, przy której stała owa, wyżej opisana kasjerka. Wystawiając koszyk na ladę komentowała co z niego wyciągam.
- Makaron - przyrządem w jej ręce, przejechała czerwonym laserem po kodzie kreskowym opakowania - bip...
- Fasolka - ten sam ruch jej ręki, przyrząd w niej jak na rozkaz - bip...
- Kiełbaski - nie przyglądałem się już temu, patrzyłem tylko niżej; na regał jaką czekoladę sobie wziąć, a z przodu - bip... "Po co ona to powtarza?..." Wzdrygnąłem ramionami wyjmując z półki pod ladą fioletowe opakowanie
Lipton Ice Tea - spojrzałem w nią kładąc przed nią tabliczkę Milki jogurtowej, uśmiechała się i ładnie jej z tym uśmiechem było, mnie to nie ruszało w sumie, że tak słodko z tym wszystkim wyglądała ale razem, synchronicznie z jej aparatem w ręce wydobyłem z siebie wesołe
- Bip... -
- Twój numer Telefonu - zapytała nie przestając się uśmiechać, celując nagle we mnie swoim skanerem
- ...Co?
Sekundkę milczała celując mi w pierś laserem - A Twoje imię?
Zatkało mnie, stałem jak wryty. Nie zrozumiałem co ona ode mnie chce
- Hej, to był tylko żart! - zaśmiała się głośno, promieniując przy tym
- Ah... sorki, nie z...orzumiałem... akustischnye... szczęka mi o mało nie opadła
Ja jej chyba na prawdę nie zrozumiałem. Nie wiem, to było jakieś takie jak by za ścianą w tym momencie, nie dosłyszałem, jednak doszło do mnie dopiero po kilku sekundach, o co poprosiła. Taki mały flirt, jak to na reklamie z McDonalds. Miała pewnie dobry dzień, może mnie pamiętała tylko ja jej nie? W końcu to moja "benzyniarka" i często tam bywam, a oni mają dość wiele kasjerek i kasjerów. Nie przypominam sobie jej. Nie wiem ale w każdym razie ta jej akcja mnie trochę zirytowała, a tym rozzłościła. Do tego jeszcze się splamiłem, bo karta mi nie działała z powodu rachunków powysyłanych dziś rano, zaznaczonych na koncie w sumie ale nie ściągniętych jeszcze. Wtedy nie można kartą kupować. Ale sam sobie winny jestem, mogłem spojrzeć na swoje konto przed pójściem tam. Mówiła że nie szkodzi.
- Poszperaj w kieszeni, słyszę że Ci tam coś brzdęka - mówi do mnie
- To klucz. I może parę centów
Trzymałem się od niej na dystans. Nawet nie spojrzałem w oczy. Grzebiąc w portfelu wyliczyłem nerwowo trzy piętnaście dwieście i sam jej dałem w rękę - masz, policz, lepsza w tym jesteś
Chyba poczuła, że jakiś "zimny" dla niej jestem więc przestała się uśmiechać i tak promieniować, jak jeszcze przed kilkoma minutami
- Na Fasolkę Ci starczy - powiedziała, podając mi puszkę
Cofłem się, drażniąc jej bliskością. - Dzięki, nara... - rzekłem i wyszedłem

Myślałem w domu co to było. Powinienem się przecież przynajmniej "jakoś" uśmiechnąć do niej, poflirtować jak to by każdy inny facet zrobił, zagrać razem z nią. Ale ona mnie speszyła, nie w stylu "zawstydziła", a bardziej tak... no nie wiem, podeszła za blisko, ale nie była przecież dalej ode mnie niż metr, albo półtora! Czy mi odbiło? Myślę, że w pewnym sensie tak. Już kiedyś myślałem sobie, że nie chcę na razie poznawać innych ludzi, bo musi się w moim życiu coś zmienić - mieszkanie, otoczenie, życiowy standard. Już kiedyś wmawiałem sobie, że jak już będzie lepiej to i moje nastawienie się zmieni, mówiłem "wszystko po kolei i będzie dobrze, krok po kroku" ale już wtedy nie potrafiłem sobie tego wyobrazić, że siedzi tutaj koło mnie jakaś kobieta będąc moją dziewczyną i patrzy razem ze mną na jakiś film DVD albo po prostu tuli do mnie i rozmawia słuchając wspólnie muzyki albo przynajmniej świerszczy za oknem. Nie umiałem sobie wyobrazić innego życia niż te, które toczę teraz. Zacząłem sobie po czasie wmawiać, że taki jest po prostu mój los i jednak nic się nie zmieni, nie ważne jak bym się starał zmienić jego tok. Że każdemu jedno życie pisane, jak gotowa książka z której żadnych rozdziałów nie wymażesz tylko dlatego, bo on Ci się akurat Nie podoba i chciał byś napisać go lepiej. Jak jedna taka prosta linia ciągnąca się tylko w jedną stronę. Wtedy nie wychodziłem z domu, nie poznawałem ludzi, z czasem nabrałem dystansu do siebie i do innych. Zamknąłem w tych czterech ścianach z internetem, przez którego znam w sumie kilka osób, jednych bliżej, innych dalej, ale wiedząc że oni nie są tu, koło mnie, nie widzą mnie i nie mogą mnie dotknąć ani spojrzeć mi w oczy, popchnąć mnie, kopnąć czy powygłupiać ze mną, napić czy wyjść na kawę albo na basen. Bo dzieli nas odległość i to bezpieczeństwo, które daje nam monitor oraz klawiatura, bo w końcu jak coś piszesz, to czytasz to jeszcze raz zanim wyślesz prawda? No chyba że się uchlejesz i pieprzysz jakieś farmazony w stylu "Oh kocham Cię bo widziałem Twoją fotkę i fajnie piszesz". Wydarzenia z życia mnie właśnie takim odludkiem zrobiły. Tu nie wystarczy już powiedzieć "Rusz swoje dupsko z tego domu" bo to już nie pomoże, nie ważne jak by kto napierał i tłumaczył, to nic nie da, słowami tutaj nic nie zdziałasz. Wczoraj widziałem w TV pewien program, o ludzkim mózgu i pewnym punkcie weń zawartym. Jeśli on jest uszkodzony, to pomóc może tylko Terapeuta.

A teraz standardowo, króciutko o mojej doli lub nie doli, kto jak chce

Dostałem zwrot całych tych miesięcy, w których głodowałem i nie miałem za co płacić rachunków. Wmawiali mi w urzędach że mi się nie należy i myśleli, że mogą mnie tak łatwo spławić. Ale grubo się mylili, trochę się na tym szwabskim systemie znam i zawsze wiedziałem, że powinni mi płacić. Więc przetrwałem (ledwo ledwo ale jednak) głodując czasem do sześciu dni pod rząd. Od razu popłacałem rachunki, stare jak i te nowe a zostało nawet na następne. Wypiłem sobie toast topiąc tą męczarnie przeszłych kilku miesięcy oraz zostawiłem ją za sobą, od sąsiadki wziąłem wtedy kotka perskiego, mały jeszcze ale oddałem go bo jej synek cały czas płakał i prosił o niego a mi to serce ściskało. Sam jeszcze na zwierzaka gotowy nie jestem. Przedwczoraj byłem na basenie, ale nie długo bo tam za dużo ludzi, jak los chciał pośliznąłem się na trampolinie i uderzyłem w głowę. Mam chyba lekki wstrząs mózgu bo dość źle się czuję i kręci mi się w oczach. Jutro termin u dentysty... niech Bóg mnie strzeże. A Propos strzyże, w końcu u fryca byłem. Foty nie będzie więc nie prosić

5 komentarzy:

  1. "To co masz zrobić dzisiaj zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego" Moje ulubione przysłowie.

    A co do kasjerki, przestała się uśmiechać bo poznała twoją zawartość portfela..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona to zna, w końcu to kasjerka. Może poznała zawartość portfela, ale nie znała zawartości konta. Tutaj wielu ludziom się takie coś dzieje, z byle głupich powodów i dużo banków ma na głowach adwokatów. Często masz tam kasę na koncie ale TYLKO jednemu coś dłużny/a jesteś, to on ma prawo dostępu do Twoich pieniędzy w banku a bank do tego, by Ci konto zablokować żeby dłużnik je odzyskał. Ale z TWOIM podpisem więc śmigaj do banku i pytaj o co chodzi, podpisz i prześlij to wtedy Ci wszystko odblokują. Jeden głupi rachunek, młodszy niż trzy tygodnie. I to właśnie się wczoraj wydarzyło. A co do kasjerki, to raczej chodziło o moją postawę oraz zniechęcenie do niej. Dziwnie poczute zniechęcenie, bo była ładną kobietą :/ ...i za blisko

      Usuń
    2. A jeśli chodzi o to z tym przysłowiem to wiesz, masz rację. Za dwie godziny zachodzi słoneczko, więc jak się za coś teraz wezmę, to już się nie wyrobię :)

      Usuń
  2. Cos tych wpisów co raz mniej rok temu w lipcu bylo8 a teraz?

    OdpowiedzUsuń
  3. No wiesz co ...laska do Ciebie podbija a Ty zero reakcji :D Ciekawe co bys zrobil jak bym to ja tak zrobila...pewnie tez bys uciekl :D Hehe ale z drugiej strony to ta laska zrobila z siebie idiotke :D Ja bym sie raczej do takiego czegos nie posunela szczegolnie gdy chodzi o obcego faceta...S... :*

    OdpowiedzUsuń