piątek, 3 maja 2013

Android i Kindle

Pamiętam, jak za gówniarza odkryłem pasję czytania książek. Odkryłem ją, gdy w wieku jakichś ośmiu, dziewięciu lat wręczono mi na urodziny ozdobioną w piękną, gładką, lśniącą okładkę książkę, z obrazkiem rycerza i smoka, a błyszczącymi czerwonym blaskiem literami pisało na niej "Smok i Jerzy". To była moja pierwsza książka, nie licząc tych podręczników ze szkoły, które ani troche mej ciekawości nie wzbudzały :)

Czytałem ją nocami przy blasku kolorowych lampek z powieszonego za mną na ściance z szafy obrazu Maryji, a jak bracia przez te światełka usnąć nie mogli (było nas trzech w jednym pokoju) to pod kołdrą przy świetle latarki. Czytałem ją w szkole na przerwach, w każdym wolnym czasie, siedząc na kiblu, przy jedzeniu w kuchni, nawet na podwórku siedząc na drzewie, no zawsze w sumie. Gdy ją przeczytałem, dorwałem innej, ciekawej książki (najczęściej Fantasy, Science Fiction, historyczne o wojnie albo Horrory) nie mogąc się naczytać. Zawsze wyobrażałem sobie, że jestem w tej książce jako jedna z tych postaci, wczuwałem się w opisany w niej świat, przeżywałem emocjonalnie to, co przeżywali jej bohaterowie i tak uciekałem od szarej rzeczywistości.

Nie pamiętam kiedy moja pasja do czytania się skończyła, pamiętam jednak jak. Otórz w owym czasie, gdy miałem jakieś jedenaście, dwanaście lat, kumple zaczęli się chwalić swoimi nowymi wtedy konsolami pod telewizor firmy Atari albo komputerami Commodore C 64 czy Amiga 500. Przesiadując u nich oraz pociskając Joystickiem w Pong, Pacman, Commandos, Bomberman czy Space Invaders zapomniałem całkowicie o mojej pełnej półce przeczytanych oraz nieprzeczytanych książek. W owych czasach powstały też hale komputerowe, w których można było za sto starych złotych pograć godzinkę na komputerze (kolejki były wtedy jak za kawą u spożywczego za komuny) albo wrzucając żeton do automatu rozpieprzyć przeciwnika w Mortal Kombat. A co z moimi książkami? Niektóre poszły do śmietnika, inne zaś jako prezent komuś na jakąś uroczystość. Tak też zaczęła się moja kariera Game´era (No w sumie już tu w szwabach, w wieku czternastu lat, gdy dostaliśmy naszego pierwszego Game Boya i gierke Nintendo pod telewizor)

To nie znaczy teraz, że nigdy więcej nic nie przeczytałem. Czytałem tylko jak musiałem, w więzieniu z nudów czy na terapii, albo jak mnie moja była zmusiła do przeczytania Twilight bo nie pozwoliła mi obejżeć filmu przed przeczytaniem książki. To nie znaczy też, że o swej dawnej pasji zapomniałem. Zawsze gdy zobaczę gdzieś pełną półkę różnych książek, przechodzą mi takie dziwne ciary po plecach i robi mi się jakoś ciepło. U nas w edece stoi wielka skrzynia z książkami, które można sobie wziąć za darmo do domu, jednak gdy tam zaglądam (a zaglądnę zawsze) nie znajduję nic ciekawego, mimo że tam właśnie ciekawe książki się znajdują. Gdy przyjaciółka przysłała mi PDFa z eBookiem to nie ruszyłem tego z wymówką, że przy kompie na siedząco to niewygodnie jednak zaglądałem do niego nie raz, ale tylko na chwilę. Na Ebay zaglądam za starymi książkami, im starsze tym lepsze. Mimo że nie mam kasy to i tak patrzę na amazonie po ile chodzą nowe i używane eReadery takie jak Kindle. Nawet wczoraj w nocy biegałem sobie po google Play Store szukając jakichś ciekawych eBooków, programów które ich formaty odczytają, znajdując tam darmowego Kindle dla Androida ale wyłączyłem po chwili telefon i poszedłem spać. Zawsze coś mnie ciągło do czytania, zawsze ktoś namawiał lecz bez skutku, brakowało mi motywacji, chęci czy coś, nie wiem. Jednak pewna osoba dała dzisiaj radę oddać mi to, co zagubiłem kilkanaście lat temu i może to dziwne, ale teraz czuję się jakiś bardziej kompletny.

Rozmawiając z nią o podróżach gdziem to ja nie był i com ja nie przeżył, palnęła jak by to nie w temacie, czy chcę eBooka o jakimś skrzywdzonym facecie. Rozdziewiając oczy ze zdziwienia pod sam sufit  powiedziałem, że wczoraj właśnie patrzyłem za eBookami, eReader´ami, Google Books który standardowo na androidzie jest oraz książkach w google sklepiku itp. więc powiedziałem by mi tą książkę podesłała. Była ona w formacie PDF czyli nie za bardzo zdatna dla Androida w telefonie, nawet ściągnąć jej nie mogłem. Gdy ta osóbka mi podpowiedziała że nie ściągnę, nie mając programu który ją odczyta zainstalowałem Kindle i siup... książkę można było zdjąć. Była ona jednak w tym formacie nie za bardzo czytelna dla Kindle, literki za małe, a gdy powiększyłem to po przewróceniu na drugą stronę znów musiałem literki powiększać a to denerwowało. Już chciałem do tej osóbki napisać i spytać czy zna jakieś rozwiązanie na ten problem ale wolałem jej nie drażnić (chyba ma okres a okres u kobiety to woo bosz O.o...^^ Rakieta nuklearna to pikuś w porównaniu, tzn z moich własnych relacji z różnymi istotami płci żeńskiej tak wnioskuję) bo dziewczyna akurat grała. Czemu tak myślę? Bo wcześniej poprosiła, bym zarejestrował się na stronce "Lubimyczytac.pl" a gdy poprosiłem ją o link, lekko powarkując kazała zapytać dziadka google, czego ja raczej i niestety dość bardzo w sumie chyba z leksza tak troche nie trawię, więc ona warknęła, ja warknąłem ale jest git i poradziłem sobie :) Znalazłem bowiem program, który PDFki potrafi przekonwertować w różnego rodzaju pliki, w tym pliki zdatne do odczytania w Kindle (nie tylko na androidzie).

Potrzebowałem jakichś zmian, to znaczy jak to wygląda? Wstaję w połódnie albo i po, pierwsze co robię, włączam czołgi. Gram i gram i gram i gram, robi się ciemno i późno a ja gram. I gram i gram, a tu nagle robi się jasno i ptaki drą pyski na drzewach za oknem, a ja gram, jeszcze kilka rundek. Przed szóstą wtedy kładę się spać, by o piętnastej wstać i włączyć grę, tak na okrągło i bez przerwy, Gra już mi powoli bokiem wychodzi, potrzeba mi małej odmiany, jakiegoś innego zajęcia. Znalazłem, z czyjąś pomocą, tak przypadkowo i bez żadnych jej zamiarów. Trafiła na dobry dzień, dzięki Mononoke :*

Słów kilka o klątwie:

Jak już w poprzedniej notce napisałem, nie wzięli mnie w tamtej firmie na trzeci tydzień. Byłem w sumie w owy poniedziałek w agencji, pomarudzili mi o tej firmie o rzeczach, które sam dobrze wiem, po czym zaproponowali pracę w innej miejscowości, jako magazynier. Powiedziałem że pojadę do domu i oddzwonie do nich po sprawdzeniu połączeń autobusów. Takich jednak nie było na godzinę szóstą, więc powiedziałem im to. Dzień później zadzwonili, że pogadali z szefem w tej firmie o mojej sprawie, podreklamowali mnie trochę, powiedzieli że nie mam prawka i muszę jeździć komunikacją miejską. Szef powiedział że spoko, da mi jeden dzień próbny a jak będzie zadowolony to załatwi mi takie czasy, na które dam radę przyjechać (po moim sprawdzeniu rozkładu jazdy wyrobił bym się na ósmą) Ucieszyłem się, sprawdziłem konto w banku czy mam na autobus, no miałem więc przyszykowałem rzeczy do roboty i poszedłem wcześniej spać, na dziesiątą miałem być w firmie. Gdy rano się obudziłem, sprawdziłem jeszcze raz konto, sru i kasy nie ma. Zabrali mi rachunek który normalnie powinni zabrać dwa dni później, nigdy nie ściągali mi go tak wcześnie. Za dwa dni miała przyjść zaliczka więc konto było by pokryte ale cóż, klątwa. Gdy powiadomiłem o tym agencję, zdenerwowali się i już całkowicie zrezygnowali.

Teraz jestem już oficjalnie na bezrobociu. Papiery zdane i czekam na odpowiedź. Bezrobotnego będzie trochę mało ale jakoś trzeba sobie radzić, dostanę dodatek do mieszkania ale bardzo mało (papiery mogę zdać dopiero po odpowiedzi z urzędu pracy a to trochę potrwa, dodatek do mieszkania też potrwa no i weź tu się nie zdenerwuj). Trzydziestego miałem termin w urzędzie pracy. Standardowo podawali mi adresy różnych firm do których mam zadzwonić lub napisać. W jednej już byłem, mam się u nich szesnastego przedstawić. Załatwiłem też papiery na dopłatę za ubiegły miesiąc, bo przecież za mieszkanie nie zapłaciłem i żyłem jak biedak. Właścicielka mieszkania tutaj była i narobiła mi sajgonu, silna przy swoim nowym facecie (który ją chyba i tak olał, tak to zawsze cicha i spokojna) i nie dała mi dojść do słowa. Grozi mi zatem utrata mieszkania, jeśli nie zacznę spłacać jej moich długów. Ojciec dzwonił pierwszego (chyba wypity) i mówił jak bardzo go gryzie sumienie że tu jestem sam i sobie nie radzę a on mi w niczym nie pomógł. Kazał mi napisać wypowiedzenie, spakować się i przyjechać do niego bo tam pokoik wolny mają i robotę mi też załatwi. Brak kasy i końcówki żywności zmusiły mnie to zapytania żydówki, czy mi pożyczy parę groszy, wysłała ponoć w środę ale koperty do dziś nie ma. Gdy ją spytałem, powiedziała że wysłała i pewnie przyjdzie jutro. Ja jej jednak nie wierzę bo ona strasznie niesłowna jest, woli sobie zrobić paznokcie i tatuaż, aniżeli pomóc komuś, kto jej raz pomógł (nie wspomnę nawet o tym, że mi do dziś kasy nie oddała). Może ojciec coś pożyczy?...

Ciekawe co na to wszystko moja klątwa?



2 komentarze:

  1. To fajnie ze masz nowe zajecie bo ile moza grac i grac :D A tak w ogole to mogl bys wstawac wczesniej niz ta 15 bo jak tak dalej pojdzie to ten Nasz kontakt zaginie w akcji... Co do Zydowki to jakos nie jestem przekonana ze wyslala te pieniadze bo ostatnio tez tak gadala a okazalo sie ze nie wyslala wiec ja zaufania zbytnio do Niej nie mam ...Ehh co za dziewczyna...robi sobie kpine z tego wszystkiego...a moze sie myle i jednak wyslala...poczekamy zobaczymy :) Ej ale ja przeciez na Ciebie nie warcze...i to nawet w te dni :D Bo ja te dni przechodze spokojniej :) ...S... :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahahhaa nie, nie miałam okresu, ale grałam za kasę i musiałam być czujna. Wystarczyłoby CI zainstalowanie Adobe PDF Reader, skoro miałeś książkę w pdf. Na kompie też masz program do czytania tego fomratu, tel potrzebuje takiego samego ;)

    No ale cieszę się, że sobie poradziłeś, owocnego czytania!

    OdpowiedzUsuń