Pewnego ranka wróciłem z nocki do domu, to było w tym tygodniu jeszcze. Włączyłem kompa, jak zawsze z resztą, wlazłem na swojego bloga, do pokoiku Lindsey po czym wystartowałem kilka jej nutek, otworzyłem fajrantowe piwko i przymknąłem oczy opierając wygodnie, by się odprężyć przy jej skrzypkach. Po kilkunastu minutach standardowo otworzyłem fejsa, posprawdzać sobie kto co powklejał, kto co mi wysłał, komu się nudzi i takie tam bzdety facebookowe jak kto co lubi czy udostępnia. Po kilkukrotnym wysłuchaniu skrzypek mojej ulubionej muzykarki włączyłem swoje radyjko a wtedy usłyszałem TĄ nutkę, to cudo, to niesamowite coś, ten rytm fortepianu, to coś, co wszystko zmieniło...
A co zmieniło?... Zacznijmy może od wyżej wymienionego Fejsa. Jakimś cudem otworzyło mi się okienko pewnej pani, którą poznałem wtedy przez internet, na portalu o przyjaźni listowej. Chciałem wtedy kontaktu z normalnymi ludźmi, którzy stabilnie stoją w życiu na własnych nogach i nie należą do otoczenia które ja wtedy znałem: pijaki, menele, żule których przed terapią miałem za swoich przyjaciół. Chciałem kontaktu z normalnymi ludźmi, normalnym światem poza murami kliniki, z światem którego wtedy nie znałem. Nie pamiętam już czy to ona mnie zaczepiła czy ja ją, ale chyba ona mnie bo napisałem tam kilka słów o sobie, kim i gdzie ja akurat jestem. Pisaliśmy ze sobą. Nasze listy miały minimalnie dwadzieścia, dwadzieścia pięć stron. (Mam je jeszcze wszystkie, posegregowane i ponumerowane :) ) Jednak gdy wyszedłem z terapii, nie odpisałem jej na ostatni jej list. Było wtedy dobrze, miałem dziewczynę oraz cele związane z nią, byłem zdrowy. Nie miałem wtedy bladego pojęcia, jak bardzo ważny byłem swojej przyjaciółce listowej i jak bardzo cierpiała, że jej nie odpisałem.
Ona już wtedy nazwała mnie swoim listowym mężuniem :)
Jak już wspomniałem, jakimś cudem otworzyło mi się jej okienko na fejsie, napisała mi coś o grze Farmville bla bla coś tam coś tam, a ja jej odpisałem na to, zdziwiony, że wogóle o mnie jeszcze pamięta... dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że ta wiadomość od niej jest z 2010 roku. Ale jak się ucieszyła, że jej odpisałem :D Znów mamy kontakt ze sobą i jest fajnie, tak jak wtedy i nie ma dnia bez jakiejś zaczepki czy kilku słów no i widać, że nic się nie zmieniło, nawet przez te kilka lat milczenia :)
Mam jakieś dziwme wrażenie, że ta nutka mi ją przywróciła :)
Pamiętam, grałem sobie kiedyś w pewną gierkę MMO. W tej grze poznałem kogoś. Nie pamiętam jednak czy to ja JĄ zagadałem, czy ONA mnie, wiem tylko jedno, że zagadaliśmy się jakoś, a to nasze wspólne zagadanie miało ogromny wpływ na moje życie. Po kilku tygodniach naszej znajomości nie mogliśmy już bez siebie. Ona wstawała wcześnie rano wybierając się do pracy i włączała kompa by tylko spojżeć co jej naskrobałem, pamiętam jak ja biegłem do domu, nie ściągałem butów ni kurtki i od razu włączałem kompa, bo stęskniony chciałem wiedzieć czy ona mi coś na gadaczu zostawiła i zawsze tak było że gadacz nie milczał. Ona tak samo jak ja, wbiegała do domu i włączala blaszaka wiedząc, że czeka na nią wiadomość ode mnie. Pamiętam, przesiedzieliśmy calutką noc razem, aż do szóstej rano po czym padliśmy niemal usypiając przy komputerze wyczerpani. W tą noc jej chłopak chyba w samochodzie spał bo nie mógł usnąć przy jej stukaniu w klawisze :] Niestety, poczułem coś do niej i powiedziałem jej o tym. Nie spodobało się jej to. Stawialimy sobie granice, ale oboje przekraczaliśmy je, ryzykowaliśmy. W sumie myślałem że jest ok, gwarantowałem jej że wszystko jest wpożądku a i ona myślała, że nic nam nie grozi. Jednak nie wyszło nam to na dobre. Zepsułem wszystko przez moje uczucie do niej, serce wygrało z rozumem i zjebało wszystko. Ona cierpiała przeze mnie, a ja cierpiałem przez nią... (i niech mi kto powie że miłość to piękna rzecz, to dostanie osobiście wpierdol, no chyba że odwzajemniona to ok) Po jakimś czasie postanowiłem to zakończyć. Nie chciałem jej już ranić, nie chciałem, to znaczy nie miałem serca sprawiać jej tyle bólu, nie mogłem tak... ona cierpiała przeze mnie, dlatego zerwałem kontakt, by uchronić ją przed sobą, zrobiłem to dla niej a to że ja będę cierpiał z tęsknoty, to było mi obojętne. Pół roku leczyłem się, odzwyczajałem od niej. Trochę spadłem na psy z tęsknoty do niej. Nawet straciłem pracę bo się rozpiłem ale to latało mi koło dupy, najważniejsza była mi ona, chciałem by przestała cierpieć przeze mnie ale to że znikłem zabolało ją i to bardzo... pół roku potrzebowałem. A nawet nie pytajcie jak tęskniłem... wszędzie widziałem jej twarz, wszędzie słychać było nasze nutki, wszędzie widziałem coś, co mi ją przypominało... napisałem jej maila. Odpisała, jednak niezdecydowana. Kilka tygodni czekałem na jej decyzję czy chce kontakt ze mną czy nie. Zdecydowała się po czasie, nie słuchając rad innych, z którymi ona rozmawiała. Zdecydowała się dla nas, dla mnie i dla niej, że chce tego kontaktu... i było okay, było zajebiście ja przestałem ją kochać na tamten sposób na jaki kochałem, a ona czuła się bespieczna wiedząć, że moje agresywne serce jej już więcej nie zaatakuje.Tak bardzo mnie u brata chwaliła, jaki ja grzeczny jestem. Pamiętam też nasze wypady na ognisko, albo na moją górkę tutaj, oglądając gwiezdne niebo, jej słowa jak bardzo się cieszy, że wróciłem do niej uśmiechając tak, jak ja lubię gdy się uśmiecha... pamiętam nasze wypady do kawiarenki na wzgórzu wodospadu, do której dostać się można tylko na smoku Shiro... pamiętam jej niespodziankę i moje urodziny w knajpce, o której myślałem że już nie istnieje, postacie kóre myślałem że już ich nie ma... pamiętam jej taniec ze mną, jak na samym początku do Aes Dana... jednak coś się stało i ja do dziś nie wiem dokładnie co... postanowiła się pożegnać, bo warknąłem na nią? Bo ją kiedyś tak zraniłem swoim sercem oraz uczuciem do niej? Bo ją zostawiłem wtedy samą ze sobą, chroniąc nas obojga przed soba? Nie wiem... Wiem tylko jedno: Cholernie tęsknię... po jej mailu zbaraniaełem, nie wiedziałem o co poszło, dlaczego tak postanowiła, tydzień czasu nie mogłem dojść do siebie ale ok, jeśli jej tak lepiej żyć? jeśli tak chce? Usłyszałem tą nutkę pewnego dnia. Przymknąłem oczy i zacząłem przypominać sobie nasze przygody. Walki, spacery. rozmowy, chwile spędzone razem. Nie cierpię już. Jestem gotów ją pożegnać, wspominając ją dobrze. Z uśmiechem na twarzy przypominam sobie naszą ostatnią grę, napiła się wina, pocałowała mnie. Zaciągnęła do swojego pokoju, wtuliła we mnie i usnęła... uśmiechnięa, chłodnociepła, tak mocno wtulona we mnie, spokojna, bespieczna i odprężona... dziękuję Ci, za to że mogłem Ciebie poznać. Dziękuję Ci za nasz czas, za to co dla mnie zrobiłaś, za to co przeżyliśmy razem... dziękuję Ci za Ciebie, za wszystko... bywaj wampirko, masz swoje miejsce w moim sercu, już na wieki, ja nigdy o Tobie nie zapomne, aż do mojej śmierci. Nigdy nie przestanę za Tobą tęsknić, żzczę Ci z całego mojego serca wszystkiego najlepszego... z Fartem przyjaciółko...
W innej pewnej grze podbiegła do mnie taka pani, podziwiając mojego czarno-czerwonego lwa. Zagadała mnie, po kilku sekundach poczułem że ona mogła by zostać jedną z moich prawdziwych, zajebistych przyjaciółek. Tak też się stało. Wymieniliśmy numery gadacza, adresy, tyle kartek od niej dostałem a i sam kilka posłałem... rozmawialiśmy przez skypa, pamiętam jak miałem swojego smartphona pomagała mi robić zakupy. Pojechałem rowerem do sklepu rozmawiając z nią, na smartphonie też można sobie skypa ściągnąć :) Opowiadałem jej w sklepie co jest po mojej prawej i lewej i to co widziałem i mówiłem, to kazała mi kupić. Sporo kasy wtedy poszło :D Ale jak zajebiste jedzonko wtedy miałem? Wymieniliśmy numery telefonów, spotkaliśmy nawet we Wrocku. Zajebista dziewczyna, wspaniała przyjaciółka... ale ja, jako facet zapodałem jej komplementa, flirta, pomyślała coś źle... i zerwała kontakt. Na siłę chciała mi jakiego babsztyla wcisnąć wiedząc że ja na razie nikogo nie chcę i to mnie wpieniało u niej trochę. Jednak brak mi jej. Brak mi tego zapytania jej, czy ja ją jeszcze lubię, mimo tego czy tamtego. Brak mi jej spojżenia, uśmiechu i żartów, najzajebistniejszy był ten:
- Tomaszu
- Słucham Cię?
- Jak się czujesz?
- A tak średnio na jeża... chciał bym się do kogoś przytulić, pocałować, usnąć...
- Przytul się do bobelka (bobelek to był mój mały chomiczek, on odbierał mi tą samotność no i ona mu zresztą to imię dała)
- Ale bobelek to mały chomik, nic mi to nie da, zgniotę go tylko
- To kup se sto chomików
- WTF???
Brak mi was. Brak mi tej wampirki i przygód ktorych z nią przeżyłem, brak mi Kaeiry i jej gramatyki czy tam ortografii. Ale one tak postanowiły... Bolało, poczułem się pożucony, zużyty, niepotrzebny. Ale ta nutka pomogła mi to zaakceptować dlatego mogę z dumą powiedzieć że jestem szczęśliwcem, bo mogłem poznać takie osoby, że mogłem stać się częścią ich życia. Dziękuję im za to, że skrzyżowały się nasze drogi, że stały się cząstką mnie. W moim sercu na zawsze mają swoje miejsce i już nigdy tego miejsca nie utracą. Zegnajcie, życzę wam wszystkiego najlepszego na waszej drodze :) Vill, so Long :*
...S... Ty jesteś nadal... znosisz moje kaprysy, jeśli mi odbija to i tak trzymasz do mnie. Jeśli napsocę to dostaję dniową karę ale na drugi dzień już Cię mogę usłyszeć no i Twoje zjeby. Mam zły chumor to znosisz to i czekasz, aż mi przejdzie. Ty zawsze się uśmiechasz gdy słyszysz mój głos, ja to słyszę, czuję i doskonale wiem że tak jest. S, Ty mnie nie zostawisz... jak jestem zmęczony, jak rozmawiamy przez telefon i ja Ci mówię że idę spać bo padnięty jestem, to Twoje "niee..." roznosi wszystko i mimo mojego padnięcia nie przestaję z Tobą rozmawiać... nie ma nic piękniejszego niż usłyszeć Twój głos przed snem... no dobra było by coś piękniejszego ale to jest akurat niemożliwe, chociaż nawet i jest :D Moja była mnie znowu zaprasza ;].Może dam radę coś wykombinować?
Szef do mnie przyszedł, zaprosił na kolację wigilijną. On normalnie takich rzeczy nie robi, jeśli chodzi o pracowników z agencji. Ale ja mu odpowiadam, on mnie lubi i jest ze mnie zadowolony. Jaki z tego wniosek? Zostaję od nowego roku przyjęty na stałe. Do tego zapoznałem się z kilkoma ludźmi z pracy i to tak, że mogę sobie z nimi na jakiegoś browarka wyskoczyć. Jest dobrze :) Oni traktują mnie na poważnie i to było dokładnie to, czego tak potrzebowałem. Nie jakieś tam DDA czy chujemuje. Potrzebowałem akceptancji i kilkoro ludzi pode mną, którym miał bym coś do powiedzenia, rozkazania. Dostałem firmę pod opiekę, dostałem ludzi pod siebie i teraz czuję się jak facet :)
Mimo wszystko, ta nutka pomaga mi pożegnać się ze starym życiem, z wszystkimi których kochałem, z wszystkimi którzy zostawili w moim życiu oraz sercu pewien ślad. Zegnaj Kaeira, Zegnaj wampirko, bywajcie i mam nadzieję że wasze życie przebiegnie spokojnie i szczęśliwie :)
A oto ta nutka, która zmieniła wszystko
Bywajcie kochani :* Nigdy was nie zapomnę...
Ahh dziękuje za miłe słowa :* Wiesz że nie zrezygnuje z Naszej znajomości :) Już Ci to wiele razy mówiłam że jesteś zbyt naiwny i łatwowierny jeżeli chodzi o Twoje koleżanki i to właśnie jest wykorzystywane . Obiecałeś Mi że Twoje nastawienie się zmieni i czekam na tą zmianę bo inaczej będzie wpierdziel :D Znając Ciebie to pewnie jak jakaś by napisała że przeprasza i chce dalej kontaktu to pewnie byś się zgodził i to był by Twój najgorszy błąd.Zrobił byś wtedy z siebie zabawkę z którą każdy może robić co chcę...Jeżeli Mi ktoś by powiedział że nie chcę ze mną kontaktu a później by się odezwał to ja bym powiedziała tylko te słowa . Ch... Ci w d... Bo ze mną nie jest tak łatwo i nie daję sobą pomiatać i Tobie też tak radzę :) ...S...
OdpowiedzUsuńCzasem człowiek musi upaść na dno, aby móc się ocknąć i zacząć coś co będzie dla niego sto razy lepsze. Cały czas mam nadzieję, że w koncu zrozumiesz jakie było przesłanie e-maila. To wszystko miało na celu Tobie pomóc. Kiedyś zrozumiesz mam nadzieję, że szybko. Życzę Ci wszystkiego najlepszego.
OdpowiedzUsuńS - nic nie wiesz, nie rozumiesz.
Gleba za glebą, glebę pogania a ja zawsze wstawałem, bo musiałem. Był bym słaby, już dawno nie było by mnie na tym świecie ale walczyć trzeba, nie poddawać się bo żyje się tylko raz. Przesłanie Twojego maila zrozumiałem, jednak nie mogłem pojąć faktu, że z polską już koniec i z ludźmi w niej, nie mam co kogo tam szukać, bo ja jestem tutaj a nie tam i nie mam po co ani do kogo wracać. Tu jest moje życie, czy tego chcę czy też nie. W jednej notce napisałem dlaczego tak duszą oraz sercem tam zostałem, ale jedno z postanowień na nowy rok to zakończenie z tym krajem i układanie sobie życia tutaj, z niemcami albo polakami żyjącymi właśnie tu.
UsuńNie zaglądałam tu już długi czas, ale tam notka mnie ucieszyła. Utworek przesłuchałam i cieszę się bardzo, że zaczyna Ci się układać ;-) Taką właśnie miałam nadzieję i te nadzieje zaczynają się spełniać.
OdpowiedzUsuńNiestety Zgodzę się z K. Panna S nic nie wie i nic nie rozumie, ale nie moja w tym rola by jej tłumaczyć.
Z Fartem Tomaszu :) Cieszę się, że u Ciebie lepiej :)
Może i wszystkiego nie wiem ale wnioskuje to co mówił Mi Tomek.Z resztą nie interesuje mnie to. Dla mnie to już jest temat skończony i nie mam już ochoty słuchać co gdzie i dlaczego.Dla Tomka to już też jest zamknięty rozdział.Skoro tak sobie postanowiłyście to tego się trzymajcie.Tylko nie rozumiem jednej rzeczy...skoro tak bardzo chciałaś zerwać ten kontakt to po co komentujesz bloga ...S...
UsuńAkurat z Tobą, moja droga, nie będę na ten temat dyskutować. Ale nie martw się, już go zostawię w spokoju. To mój ostatni post.
UsuńTomaszu, będę tu od czasu do czasu zaglądać, ale już nie napiszę żadnego komentarza, gdyż panna S. stoi tak dzielnie na straży Twojego jestestwa. Powiem raz jeszcze: Cieszę się, że się zaczyna układa i życzę wszystkiego co najlepsze ;-)
Z fartem Tomaszu!
Powodzenia magu pioruna:)
Gambate yo :)
W Bikini z wami i do błota :D A ja popatrzę z chipsami i colą w rękach ^^
OdpowiedzUsuńNikomu nie zabraniam mojego bloga komentować. Każdy wpis jest mile widziany (nawet wszystkie opinie czytelników, dotyczące mnie oraz zawartości moich notek czy komentów innych) ale taki komentarz nie jest obowiązkowy. Mam garstkę obserwatorów, którzy śledzą moje dzieje, jednak nie zostawiają oni tutaj śladu po sobie, tzn nie wszyscy i nie zawsze. Szkoda ale cóż, ten blog nie jest stworzony po to by zbierać jakieś komenty i nigdy nie było to jego celem. Kto chce, poczyta i skomentuje a mnie to ucieszy a kto nie skomentuje, to nie musi przecież. Blog jest młody, z biegiem czasu przybędzie czytelników a z tym komentarzy a jak na razie ma on za zadanie pomagać mi w przerobieniu oraz posortowaniu przeżytych przygód :)