niedziela, 11 listopada 2012

...jak marmurowy posąg...

...siedzę od wczorajszej wiadomości, którą dostałem drogą mailową... siedzę, gapiąc się w ścianę, i nawet nie szukam na niej jakiejś plamki, ryski czy czegoś, po prostu gapię się wprost, zamarłem. Ruszyć się nie mogę, bo każdy ruch jest ciężki, jak by zablokowany czymś, jak by mięśnie stały się kamienne, nie do ugięcia. Zewnęrznie nie czuję nic, nawet zimna które mnie otacza bo nie włączyłem farełki. Trzęsę z zimna na całym ciele i nie zdaję sobie z tego sprawy bo tego nawet nie widać... Końce palców bez czucia, jak by ich wogóle nie było... w dłoniach trzymając swój pusty kubek po herbacie, którą wypiłem kilka godzin wcześniej, blady, bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy, oschły, sztywny, bez życia, a w środku...

...a w środku okropny ból, ból którego już nigdy poczuć nie chciałem... ból który rozchodzi się po całym ciele, począwszy od zaciśniętego jak pętłą na szubienicy gardła, przez pierś którą uciska i nie daje swobodnie oddychać, źołądek któremu nie pozwala zgłodnieć, ręce, aż po same stopy... ból, który u takiego faceta jak ja, tak wiele spierdolić potrafi i który prześladuje mnie i niszczy wszystko od kiedy tylko pamiętam...

Nie chciałem go, odganiałem zawsze... bałem się go, tak bardzo bałem, więc zbudowałem wokół siebie tarczę, bardzo mocną kopułę wierząc, że on już nigdy więcej mnie nie dosięgnie. To dlatego bałem się wyjść do ludzi. To dlatego bałem się wejść na jakiś portal randkowy i poszukać sobie kobiety. To dlatego siedzę od lat już sam w tych czterech ścianach, szukając przyjaźni przez internet. To dlatego boję się ludzi, chociaż nie... ludzi się aż tak bardzo nie boję, bardziej boję się tego bólu, którego mogą mi sprawić...

Kilka osób zasłużyło na moje zaufanie i przyjaźń. Otwarłem się im, zrobiłem dostępny. Pokazałem im kim jestem, utraciłem przy nich ten strach. Bardzo ich polubiłem a oni... a oni albo wykożystali moje serce, albo po prostu olali. Ten ból powrócił, załamał mnie, po jakimś czasie ustabilizował moją tarczę jeszcze bardziej, pozostały tylko dwie osoby...

Z tych dwóch odeszła kolejna, osoba która miała ogromny wpływ na mnie i na moje niestabilne życie. Która powoli uczyła mnie uśmiechu, wiary w samego siebie, wiary w dobrą i szczęśliwą przyszłość, w wieczną przyjaźń i braterską duszę... odeszła, teraz jej już nie ma... a ja znów czuję się sam jak palec, jebnięty w kąt jak zabawka która się już wszystkim znudziła, jak marmurowy posąg, bez barwy, bez życia, ciepła czy uczucia... jak posąg z którego oczu płyną grube łzy...


PS. Czy to prawda, że trzeba stać się nieznośnym skurwysynem, by przestać czuć? ...

5 komentarzy:

  1. kocham tą piosenkę...przypomina mi o kimś z dawnych lat ,dzięki tej melodii zaczęła się tamta "znajomość" i trwa do dziś choć jest dziwna tak jak dziwna była ta twoja....zresztą wiesz bo znasz mnie od lat.....nie warto wracać i analizować---puść--- jeśli wróci jest twoje a jeśli nie tzn że nigdy twoje nie było....puść ,zamknij drzwi i nie wracaj

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem o co dokładnie chodzi ale się domyślam.Zgadzam się z Suzi ... skoro Ona nie chcę tego kontaktu to zostaw to ...nie rusza się gówna bo śmierdzi :D Masz jeszcze mnie :) A ja na pewno nie zrezygnuje z Naszej znajomości :) Nie trzymaj na siłę tej znajomości bo to nie ma sensu. Ja jestem tego zdania że jak mam mieć takich " przyjaciół " to wolę ich nie mieć. Z czasem pojawi się ktoś lepszy ...ktoś kto będzie zasługiwał na Twoją przyjaźń :) ...S... :*

    OdpowiedzUsuń
  3. http://ddablog.wordpress.com/2008/08/25/jak-wyjsc-z-cienia-dda/

    OdpowiedzUsuń
  4. http://www.youtube.com/watch?v=BSLPH9d-jsI

    Przepraszam, ale po prostu musiałam Ci to pokazać.

    OdpowiedzUsuń