W ostatnim tygodniu nie pracowałem. To znaczy zajmowaliśmy się z kierownikiem dość zbędną produkcją, której w sumie nie potrzebuje nikt bo zamówienia mają być gotowe dopiero za jakiś miesiąc, albo półtora. Druga maszyna zaś stała już od tygodnia bo nikt tych liczników do łazienek, które produkowałem jak na razie nie potrzebuje więc po prostu zabijaliśmy czas. Dowiedziałem się od kierownika, że od następnego poniedziałku na dwa tygodnie urlopu idzie. Zapytałem go co ze mną będzie, on jednak nie wiedział. Powiedział że nie ma mnie w planie na następny tydzień (co znaczy że oddają mnie spowrotem do agencji, w czym ja pewnie znów musiał bym iść na bezrobotne, no chyba że znależli by mi inną firmę) ale się dowie. Przez całą noc miałem cykora że szef już mnie nie potrzebuje. Kierownik jednak zaczął pocieszać, mówił że to nie przez to że źle pracuję czy coś a wręcz przeciwnie, zadowolony jest i pewnie wyśle mnie do innej hali (ta cała firma ma ich trzy, które i tak podzielone są na kilka grup w której każda grupa produkuje coś innego i ma własnego kierownika. Ja byłem w hali numer dwa). W piątek wieczorem przychodze do roboty a tam ciemno... maszyny wszystkie powyłączane, kierownika nie ma, w hali numer trzy jednak pracowali (która jest obok). Woła mnie jeden, wręcza mi moją pieczątkę (stempel, którym melduję się przy komputerze jak przychodzę, odchodzę, startuję produkcję, wpisuję na końcu ile wyprodukowałem itp) przyklejoną do kartki, na której pisało "proszę się dzisiaj zgłosić w hali numer jeden, u pana blabla" z datą oraz podpisem szefa. Okay, westchnął ja z ulgą, jeden koleś nawet z trzeciej hali który kończył zmianę zaproponował mi że mnie podwiezie (Hala nr. 1 znajduje się jakieś piętnaście minut na pięcie od dwóch pozostałych). Ogromny budynek, wchodzę do środka i dopytuję o drogę do KAP (Hala montażowa). Gdy doszedł ja, dostrzegłem tam same kobiety (co dziwne jest po tylu latach pracy z samymi facetami, ciężkiej pracy a kobitki to takie zgrabne rączki, słabiutkie takie, wrażliwe i delikatne to i praca lżejsza^^) Od razu pokazano mi moje miejsce pracy. Pakować trzeba było wykładzinki do kufra BMW i układać na palecie. Na przerwie jeszcze podszedł do dziewczyn taki rusek i zaprosił na pizze, a że nie chciał być niegrzeczny olewając mnie, to i mnie zaprosił :) Nudna praca jak bogackiego ale do przerwy dotrwałem. Chwile zajęło mi odnaleźć kantyne w tym ogromnym budynku ale prowadziłem się nosem :) Pizza przecież pachnie a im intensywniejszy zapach, tym bliżej kantyny :) Tam zobaczyłem z kim ja w hali pracuje. Sami ruscy i turcy, jeden rumun, włoch i ani jednego niemca. Turcy jednak przewyższali większość więc czułem się nieco jak w Istambulu ale pizza była smaczna a opchali mnie ją jak konia sianem. Normalnie aż mi salami uszami wyłaziło :p No cóż, po przerwie czas zleciał szybko, dobrnąłem jakoś do końca (na prawde nudna robota, jak te dziewczyny to znoszą?) spakowałem swoje cztery manatki i wyruszyłem do domu.
Weekend był spokojny, odprężający nawet i dość długi tak w czuciu. Nawet festynek strażacki tu na wsi był i o dziwo zachciało mi się tam pójść... zazwyczaj siedzę w domu i nie wystawiam nosa za drzwi, nie lubie ludzi a co dopiero ich tłumu ale pozwoliłem sobie po prostu i nie pożałowałem :) Usiadłem sobie wygodnie na ławeczce oglądając co Ci strażacy tam wyprawiają, posłuchałem naszej wiejskiej kapeli, posmakowałem nieco ostatnich już pewnie gorących promieni słonecznych w tym roku, wypiłem sobie piwko i wróciłem do domu, spoko dzionek :)
W poniedziałek rano dzwonił do mnie mój szofer na ten tydzień i mówił, że ma na drugą zmianę bo się tam z kimś zamienił więc kogo innego załatwić sobie muszę. Załatwiłem ale nawet jak by mi się to nie udało to pojechał bym autobusem do miasta a potem na nogach do firmy, szmal drogi skrajem jezdni gdzie zapierdzielają jak porąbani ale pewnie spotkał bym jakiego znajomego który by mnie podwiózł, pełno ich tamtędy do roboty jedzie, znam ich już całą stertę. No ale nie trzeba było. Wychodzę sobie zatem z domu kierując się w stronę miejsca spotkania, obserwując dwie gęsi, które leniwie i z uniesionymi dziobami treptały sobie po jezdni, zakłucając tak ruch drogowy. No cóż, na wsi mieszkam więc nic w tym dziwnego ale te gęsi to jakieś powalone były. Każdy kierowca który się przy nich zatrzymał, chcąc je ominąć na przykład od lewej, z wściekłością musiał stwierdzić że nie ma szans bo gęsi sobie po prostu poszły na lewo. No dobsz, więc auto rusza chcąc ominąć od prawej a ptoki jak zahipnotyzowane reflektorami od aut, najspokojniej i jak najbardziej odprężone z gęganiem kierują się w prawo, blokując samochodowi tak przejazd. Mruganie światłami nie pomagało. Klakson tak samo nie. Po kilku minutach jednak auta wygrywały a zfrustrowani kierowcy, markocząc coś pod nosem, z ulgą jechali sobie dalej. Wtedy przyjechał mój kumpel i zgadnijcie, w którą stronę gęsi podreptały? Dokładnie w tą uliczkę, w którą on musiał skręcić (miejsce spotkania było na takim małym skrzyżowaniu). Wsiadam do środka. Kumpel się śmieje z ptaków. Ja mu mówie że zaraz mu śmiech przejdzie bo ptaki go nie przepuszczą, jak on w lewo pojedzie to ptaki tak samo w lewo zagradzając mu drogę. Chłopak skręca w lewo, gęsi tak samo, 1:0 ptaki. Chłopak w prawo, gęsi w prawo, 2:0 ptaki a ja się mało ze śmiechu nie posikam. Kumpel już wkurzony znów wlewo, mruga światłami i trąbi a gęsi? heh, 3:0 dla zwierząt. Wkońcu kumpel spryciaż zjechał tak daleko w prawo, niemal na krawężnik zapędzając gęsi w tą samą stronę, nacisnął gaz do dechy, gumy zapiszczały i wyminął wkońcu zwierzyne po czym roześmiał niemal do łez :) Wot gąski cholerne :D
Dojechaliśmy do tej firmy. Wchodzę do środka kierując się w miejsce, gdzie pracowałem ostatnim razem. Stempluje, przychodzi do mnie tamtejszy kierownik i pyta co ja tam robię. No jak to co? Do pracy przyszedłem, mu mówie. Ten do mnie że nie ma mnie w planie, pyta u kogo mam się zgłosić? Mówię że nie wiem, nikt mi nic nie powiedział więc przyszedłem pracować... on mówi że nie u niego i łapie za telefon, dzwoniąc tam do kogoś. Po jakichś kilku minutach powiedział mi że nikt nic o tym nie wie że mam dziś do pracy przyjść. Powiedział że normalnie to pracuje w hali numer dwa, więc mu mówie że tam nie ma nikogo. Więc mówi, że powinnem w domu zostać ale jak już jestem, to poszuka czegoś. Poszliśmy w inne miejsce pytając tamtejszych czy nie potrzebują mnie bo on sam roboty dla mnie nie ma. Jednak nie potrzebowali więc powoli nastawiałem się na to, że pośle mnie do domu, wyjąłem telefon z kieszeni i zacząłem wyszukiwać numer taksówki. Ale jednak coś do zrobienia znalazł. Popracowałem sobie do fajrantu, powiedział mi żebym zadzwonił do swojej agencji spytać się o co im chodzi i dlaczego ja nic nie wiem, kiedy i gdzie oraz czy wogóle mam pracować. Dość wystrachany odczekałem godziny ósmej i dzwonię. Wszystko okazało się nieporozumieniem, w sumie była mowa o dwóch z agencji, bo kogoś firma nie potrzebuje z powodu braku pracy i że ten ktoś musi przez tydzień zostać w domu, albo on, albo ja. Tak jak mi w agencji mówili, chcieli by tamten został w domu ale w ostatniej minucie okazało się, że w firmie my dwoje jednak potrzebni jesteśmy... ktoś po prostu coś spieprzył. A teraz czytam esa, którego wcześniej nie zauważyłem, agencja informuje, że mam dopiero na jutro rano...

Kurde niekompetencja ludzka nie zna granic ;/ NIkt nic nie wie, czeski kur... film ;/
OdpowiedzUsuńNajgorsze jest to, że nie znam nikogo, kto by miał na ranki a o autobusach już Ci mówiłem. Jadą tam ale na miejscu są dopiero przed szóstą, gdzie ja o piątej zaczynać musze...
UsuńZapomniałeś dodać że to ze mną przeczekałeś tą chwilę strachu do godziny ósmej i wtedy zadzwoniłeś do agencji :D Nawet nie wiesz jak Mi ulżyło że dalej pracujesz . Eh tylko do dupy że teraz na rano ... Ty wiesz czemu :D I czym się dostałeś do pracy ? Oj pewnie smutny jesteś że nie pracujesz ze Swoją nową koleżanką haha ^^ ...S...
OdpowiedzUsuńAutobusem, godzinę później dojechałem, ci z agencji powiedzieli że jest ok. Nikt nawet nie pytał czemu tak późno przyszedłem. A by kto się żucił to bym powyrywał im uszy i ugotował je sobie na wywarze z rosołu :p Toś będzie mnie wozić więc jest już spoko. Szkoda że na ranki bo nie lubie tak wcześnie wstawać ale cóż, życie, nie ma letko...
UsuńJak pracowałam w agencji a w Southampton, też mnie przenosili bo byłam dobrym pracownikiem. Zwolnili, bo... na nowej zmianie powiedziałam, że wolałam pracować w nocy...
OdpowiedzUsuńCzyli wybrzydzałam, byłam niewdzięczna i widać musieli mnie wykopać... Gdyby nie to, pewnie bym tam mieszkała do dziś...