piątek, 10 sierpnia 2012

Gościu

Tak koło 22:00 europejskiego czasu kierownik pokazywał mi inną maszynę oraz jak ona działa, bo moja była zepsuta i naprawić można dopiero po wymianie jakichś węży, które przyjdą dziś rano. Tamte się po prostu zatkały i już odetkać ich nie można było.Aż tu nagle przyłazi gościu do naszej firmy... gościu jak gościu, tam zawsze ktoś po coś przyłazi. Kierownik polazł do niego i coś tam tłumaczy. Nie słyszałem co, ale wiedziałem że bardzo precyzyjnie opisuje problem, który tkwi w zepsutej maszynie. Ja tego gościa przybysza nie znał, jakiś taki malutki, rozczochrany, w binoklach, taki krzywy, nieogolony i niepewny. Mechanik jakiś? Maszynoznawca profesjonalista? Posłannik z wężowej firmy który przylazł po zlecenie?  W każdym ądź razie se stoje i czekam na skierownika, aż skończy gadać z gościem i przylezie na zad, by wytłumaczyć mi maszynę do końca, bym mógł zacząć pracować. Przyglądam się im tak, zaczęło mi się nudzić. On z tym gościem dość długo gadał a ja nie miałem co ze sobą począć. Aż tu nagle skierowniku mnie woła. Pomyślałem, że potrzebuje mnie bym poświadczył problem i czas wczorajszy, który potrzebował do próby naprawienia maszyny. W końcu wczoraj mi powiedział "ej, chodź tu, popatrz, będziesz moim świadkiem i potwierdzisz, jak by kto się żucał. Maszyna nie działa bo tu to, węże zatkane i ten tamto siamto nie działa i wsio, nic nie zrobisz, sam widzisz". Zatem podchodze ja żwawo oraz wesoły, zmotywowany tym że mnie akurat potrzebuje by poświadczyć, by uratować jego rzyć ^^ stoję przed gościem i patrze weń krzywo, wyciągam brudne łapsko i taki tekst: "Yo, dobryyyyyyyy, siemasz gościu, ty z powodu maszyny, nie? Nie działa i działać nie będzie bo zepsuta" a ten mi na to "Dobrywieczór, nazywam się !#%#$% i jestem pana szefem, przychodzę w pańskiej sprawie"... hah! zachwiałem się. Nie wiało a ja się zachwiałem. Nie było gorąco a ja walnął takiego buraka, wydaje mi się nawet że głowa mi zaparowała. Kierownik się ze mnie śmieje, ja się jąkam, szef się uśmiecha a ja przepraszam ^^ Fakt, przyszedł z powodu maszyny ale także i mnie chciał poznać. Kierownik tak chwalił moją pracę, pierwszej jak i drugiej zmianie (bo ich pracownicy jak żółwie wolni) oraz szefowi samemu. W sumie byłem tylko zastępcą kogoś kto ma urlop i wraca w poniedziałek. Miałem po jego powrocie iść gdzie indziej ale ten urlopowicz ochoty do pracy nie ma. Obija się, do kierownika mówi że za tak małą pensję stu procentów z siebie nie da. No i nie daje, góra jakieś osiemdziesiąt a ja od samego początku daję z siebie wszystko. Kierownikowi się to spodobało, do tego tak mnie polubił że staliśmy się dobrymi kumplami. Urlopowicza on już nie chce u siebie na nockach, woli mnie i z tym właśnie poszedł do bossa. Ten się zgodził odesłać urlopowicza gdzie indziej, pochwalił mnie oraz moje umiejętności i wolę do dawania z siebie wszystkiego, zmotywował zamiarem przyjęcia na stałe jeśli tylko będę tak dalej trzymał. Suma sumarum szefu zadowolony, kierownik zadowolony, ja zadowolony bo praca nie jest ciężka, fajna atmosfera, same nocki i za to więcej kasiory będzie ;)

2 komentarze:

  1. Hahaha ja już od razu wiedziałam że to Twój szef będzie :-D A Ty już od razu po wyglądzie Go oceniles osz Ty nie ładnie nie ładnie :-D Cieszę się że masz takiego fajnego szefa i kierownika . Dawaj z siebie wszystko i staraj się jak najlepiej a na pewno będzie Ci to wynagrodzone ;-) Trzymam kciuki żebyś dostał umowę na stale dziadziusiu :-D ...S... :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. Hah, a to szefu ^ ^ NO i gitara ^ ^ MOże akurat sie stały kontrakt trafi ;-) A propo rzyci, chyba za długo ze mną przebywasz na jednym okienku gadu, wysławiasz sie jak ja :P

    OdpowiedzUsuń