Natsu Dragneel (Salamander) - chałaśliwy rozrabiaka, psuje wszystko co stanie mu na drodze, fest przymocowane, czy też nie przymocowane do ziemi. Dla jego przyjaciół dał by się zabić, walcząc z wrogami nigdy nie traci wiary w to, że zwycięży. Jego słabością są środki lokomocyjne. gdy wsiądzie do jakiegoś pojazdu albo na coś, co się porusza, choruje i jest niesprawny do walki.
Erza (Tytania) Scarlett - dziewiętnastoletnia, czerwonowłosa wojowniczka. Najsilniejsza kobieta w gildii, ma tak potężną osobowość, że nikt nie odważy się jej sprzeciwić. Słabością Erzy jest jej sentyment oraz serce, które ukrywa pod ciężką zbroją, jaką nosi na codzień. Tak chroni je przed kolejnymi, bolesnymi ranami.
Lucy Heartphilia (Luuuuśiiii) - młoda, słodka i niezdarna blondyneczka, którą uwielbiam najbardziej (tuż przed Happy´m). Dla szczęścia w życiu oraz przyjaciół zrobiła by wszystko. Jak postawi sobie jakiś cel, dąży do niego choć by nie wiem co. Jej słabością jest jednak strach przed wrogami, który ją niemal paraliżuje i czasem sprawia jej otoczeniu wiele kłopotów.
Gray Fullbuster (AAAJSYMEJKYY!!!) - em... on to... żre się zawsze z Natsu :) A i rozbiera w publicznych miejscach. Tylko on tego nie kontroluje, tak się nauczył za dzieciństwa i tak mu też zostało :) No i mimo że on i Natsu mało się nie pozabijają, to jeden za drugiego oddał by życie. O jego słabości nie pytajcie, bo ich nie znam :) Jeszcze nie.
Wyżej wymienione osoby, to postacie fikcyjne. Wybrałem je jako przykład za osoby realne, by nie wzbudzać niepotrzebnych dyskusji z owymi. Ale o co mi biega? Otóż każdy z nas ma jakieś słabości, z którymi powinniśmy walczyć oraz starać się je przezwyciężyć. Ale z innej strony na nie patrząc, dodają one siły do walki z życiem. To wszystko zależy od tego, o jaką słabość chodzi. W moim przypadku istnieją dwie. Ta najcięższa to wiara w coś, co po prostu nie jest prawdą. Czasami, gdy kopnie mnie życie raz jeden, to na tym razie nie przestaje. I codziennie dochodzi coś nowego, coś złego, non stop bez końca. Starając się naprawić sprawy które się popsuły, mimo wysiłków, starań i walki nie osiągam nic. Walcze wtedy bardziej, natrętniej, starając nie upaść na kolana a tu nagle CIACH! i padam znów na ryj bo znowu coś nie wyszło. Trace siły, nie mogę się podnieść, wątpię w zwycięstwo i niemal poddaje ale czasem ktoś podejdzie i zmotywuje więc unoszę się ponownie i gnam do walki, jednak nie wierząc już w jakikolwiek postęp bo brakuje sił, ale jednak walczę by nikt nie powiedział że sam sobie winny jestem bo nie robię nic. I to już tak od lat! Wtedy obojętnieję, myślę że po prostu taki mój los i muszę z tym żyć? Że może jaka cyganka mnie za dziecka zaczarowała bo niechcąco wdepłem jej na nogę? Albo ktoś mi źle życzy i to ma efekt taki jak lalka voodoo, wbijesz w nią igłę a osoba dla której to przeznaczone zwija się z bólu? Nie, to nie to. Takie coś nie istnieje. Wiara w takie bzdety to moja słabość i z nią właśnie walczę. Coś jest nie tak, fakt, ale to na pewno nie to.
jeśli chodzi o drugą słabość, to już nie dziś. Może kiedyś coś o niej napiszę, na dzisiaj już starczy. Mały postęp dziś osiągłem więc uśmiech jest i niech pozostanie na twarzy, mały, ledwo widoczny ale jednak...
;-)
OdpowiedzUsuńNa takich małych kroczkach i wielkie powstają. Mam nadzieje, ze w koncu wzejdziesz na ten szczebel, na który pragniesz ;) Wspieram całym sercem mimo, że czasem na Ciebie krzycze, ale taka juz moja natura, krzykliwa ze mnie wiedźma, chociaż ponoć mam dobre serce ;-) Anyway, wierzę całym sercem że się uda :) Nankurunaisa :)
OdpowiedzUsuńNa pewno Ci się kiedyś wszystko poukłada, ponoć lepiej późno niż wcale. Trzymam kciuki, W.:)
OdpowiedzUsuńCiekawe co za slodka blondynka
OdpowiedzUsuńGoogle podpowie
Usuń