poniedziałek, 23 lipca 2012

Notka długa o oczekiwanym poniedziałku...

Siedzę sobie na narożniku, jak co dnia z resztą - przed telewizorem. Akurat leci Teleexpress. Mam tu kilka polskich programów, więc dowiaduję się tak codziennie, co w naszej polsce słychać. Rozmyślam nad tym, co to o dzisiejszym poniedziałku naskrobać... hm...

Z niecierpliwością czekałem na dzisiejszy dzień, miałem dzisiaj dostać wiadomość z pewnej agencji, która miała by dobrze płatne miejsce pracy na bawarii, czyli jakieś dwieście kilometrów poza moim domem. No cóż, facet bez kobiety ani dzieci, nic mnie tu w tygodniu nie trzyma, szansy na prace w okolicy nie ma z powodu braku prawka, wracał bym w weekendy ale premia by za to była i to sporawa przez odlegość, jakieś tam kieszonkowe, plus normalna wypłata, kasy jak smrodu i bródu u... (dla wtajemniczonych, wiecie u kogo). No ale to ani maila, ani telefonatu od nich, więc zadzwoniłem. Okazało się, że agencja nic jeszcze nie wie, wysłali moje CV tamtemu szefowi, który się w agencji jeszcze nie zgłosił więc usłyszałem tylko "nie wiemy jeszcze nic, czekamy na wiadomość, jak się dowiemy to powiadomimy pana". A więc czekam... jednakże wątpie by to wypaliło. Szczęście od lat ogromnym łukiem mnie omija a pech przyczepił się do mnie jak rzep do psiego ogona, albo i mocniej. Dajmy taką pieprzoną wyprawę rowerem do sklepu, który znajduje się jakieś 7 kilometrów stąd, do którego zazwyczaj jeżdże autobusem ale z powodu braku pieniędzy teraz mnie na to nie stać. Taki jeden przykład z dosłownie codziennych porażek, które muszę znosić, nie załamując się. Ubieram się, golę, pakuję butelki na wymianę, przygotowuję, notuję co potrzebuję by wystarczyło do wypłaty z urzędu pracy, schodzę na dół do roweru a ten... najzwyczajniej w świecie rozpieprzony bo hamulce nie działają, a raczej działają bo trzymają się koła i za cholere puścić nie chcą. No cóż, więc nie pozostało mi nic innego niż pójść do piekarni po drogi chleb i nutelle, bo nie mieli nic innego.

Podjadłem sobie kilka kromek i siedzę. Jak codziennie z resztą przed telewizorem. Teleexpress się skończył, leci jakiś polski serial. Nie wiem o co w nim chodzi bo łeb zawalony myślami... jedną z tych myśli jest, że jakoś nie pasuję do tego świata. Biedak siedzi przed ogromnym, dość drogim, płaskim TV z opcją 3D, kupionym gotówką za ciężko zarobione pieniążki w byłej pracy. Za nadgodziny, nocki i popołudniówki, za przepracowane weekendy i za utracone nerwy, przez które tak samo utraciłem kilkanaście kilo i to w ciągu niemal połowy roku, miesiąc w miesiąc wbijając nową dziurkę w pas, bo niegdyś ciasne spodnie poczęły mi spadać z dupy. Nie musiałem się tam wysilać, praca łatwa i wogóle nie męczyła fizycznie. Ta utrata wagi na pewno spowodowana była  przez nerwy. U boku na ścianie modele samochodów, czyściłem je sobie wczoraj i zrobiłem renament kolekcji. Nazbierało się ich kilka, kupywałem sobie po jednym w prezencie na wypłatę, takie małe wynagrodzenie za ciężką pracę. Przez kilka rarytasów które już niemal nie dostanie się na rynku ma kolekcja wartość większą niż telewizor. Mieszkanie śliczne, w bardzo cichutkiej wiosce, dwa pokoiki, balkon, wanna, zmywarka nawet której sam przecież nie używam. Od lat wymarzone mieszkanie, w którym tak dobrze się czuję... jednak coś mi podpowiada, że nie pisane mi takie rzeczy i że to nie tu moje miejsce. W myślach obliczam, ile bym dostał pieniędzy za ten telewizor, o którym marzyłem od lat? Czy  kupił by ktoś te autka za cenę, którą podliczyłem? Pieniądze te pomogły by mi na jakiś czas, ale utracił bym to, na co tak ciężko zapracowałem... a jeszcze wyprowadzką z tąd wymazał już całkowicie te półtora przepracowanego roku, pozbywając się plonów ciężkiej charówy... w nocy przyśnił mi się dawny czas, jeszcze z przed terapii. O piątej rano skończyła się wódka, wybiegłem w kapciach i po kilku minutach wróciłem z nową, pełną butelką. Załatwiłem flachę od razu, nawet papci nie ściągając. I fakt, w czasach mojego chlańska nawet bez grosza w kieszeni dałem radę upić się do wieczora. Wtedy nie miałem trosk, było mi dobrze, nikt nie chciał ode mnie nic... czasem mam po prostu wrażenie, że to tam jest moje miejsce, a nie w normalnym życiu...

Siedzę sobie na narożniku przed telewizorem, jak codzień zresztą. Siedzę i gapię w jakiś polski serial, nie wiedząc o co w nim chodzi. Co jakiś czas zerkam na pocztę, oczekując maila z agencji, który przyniósł by tak ogromną ulgę... czekam na telefon z dobrymi wieśćmi. Wieśćmi, które potrafiły by doprowadzić mnie do łez. Nie wierzę jednak. Mam nadzieję, ale nie wierzę w to, że takie coś mogło by się przytrafić. Nie wierzę, bo mam po prostu dość tego wszystkiego... i chwiejnie stojąc na nogach, wyciągam swe dłonie do kilku osób, które zasłużyły na miejsce w moim sercu. Wyciągam swe dłonie bo to jedynie nim zawdzięczam to, że jeszcze stoję...

I w dalszym ciągu siedzę na narożniku, jak codzień zresztą... w TV jakaś dokumentacja polska i nie wiem o co w niej chodzi. Zerkam tam czasem ale nie kumam. Ciekawe ile on jeszcze pogra? Ma pół roku, obraz mu zaczął mrugać, cóż... telewizorek się pieprzy...

3 komentarze:

  1. Jak ja bym chciała, żeby w końcu zadzwonili, cały dzień dziś trzymałam kciuki! Tak bardzo bym chciała, żeby w końcu zadzwonili!
    Mam nadzieje, ze już wkrótce wszystko się wyjaśni i dostaniesz tę pracę. Tak bardzo bym chciała...

    OdpowiedzUsuń
  2. Komu jak komu ale Tobie należy się jakieś małe szczęście w końcu. Mam nadzieję, że zadzwonią... Na pewno zadzwonią, zasługujesz...
    W:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tomuś nawet nie wiesz jak Mi przykro że jeszcze nie zadzwonili ale wiem że na pewno zadzwonią ;-) Ehh smutno Mi się zrobiło po przeczytaniu tej notki :-( Nie potrafię tego zrozumieć że Ty prawie Niemiec z papierami i nie ma dla Ciebie pracy to jest normalnie porażka co tam się dzieje.Wiesz może nie polegaj całkowicie na tej agencji tylko też szukaj ogłoszenia w gazecie czy necie bo wiesz jak te agencje pracują jak by chciały a nie mogły.No no tylko nie próbuj wracać do starych czasów bo się tam przejadę i Ci zrobię z dupy jesień średniowiecza :-P Chyba nie chcesz stracić znajomych przez alkohol na właśnie życzenie.Nie ma co się załamywać tylko trzeba myśleć pozytywnie i musi być dobrze nie ma innej opcji. Trzymam kciuki za dzisiaj ;-) ...S... :-*

    OdpowiedzUsuń